wtorek, 6 października 2015

Rozdział 2

Patricia;
Od wczoraj wciąż myślę o tym chłopaku, którego spotkałam na prawdę nie złe z niego nie złe ciacho było. Ale nic o nim nie wiem, nawet nie znam jego imienia, a wciąż o nim myślę. Ale to nie ważne, przecież i tak już nigdy więcej go nie zobaczę, ani nic. No, ale marzyć sobie można.
Nie mam ochoty, wciąż siedzieć w domu i się zamartwiać, więc wzięłam mojego kochanego pieska na smycz i poszłam z Sharry na spacer w miejsce, gdzie spotkałam tego chłopaka. Usiadłam sobie na ławce i puściłam Sharry ze smyczy. Siedziałam i myślałam o swojej przyszłości, niestety mój kochany rak z przed kilku lat, powrócił i znów jest złośliwy, ale ja nie mam ochoty się leczyć, nie chcę znowu przechodzić przez to wszystko, nie chcę znowu siedzieć w szpitalu i brać te leki i w ogóle.
Moje przemyślenia przerwał cień, przez który słońce nie mogło już do mnie dochodzić. Podniosłam lekko głowę i ujrzałam tego chłopaka, którego wczoraj spotkałam. Stał nade mną i się szeroko do mnie uśmiechał.
-Czego? - Spytałam ostro.
-Mogę się dosiąść? - Zapytał.
-Jak chcesz. - Powiedziałam, a on usiadł koło mnie.
-Jestem Eddie. - Powiedziała i się uśmiechnął.
-Patricia. - Powiedziałam.
-Co tak siedzisz sama? - Zaczął wypytywać.
-A co nie mogę? Pies gdzieś pobiegł to sobie siedzę i myślę.
-Aha, no oki.
-A ty, po co się do mnie dosiadłeś? Co nie masz przyjaciół?
-Mam i to bardzo dużo, ale mój pies lubi twojego psa i chciałem z tobą pogadać i wiesz, znam tu wszystkich, a ciebie jakoś nie kojarzę. Jesteś stąd?
-Powiedzmy, że jestem. Matko, nie znam ciebie, a gadam z tobą.
-No to się poznajmy.
-A ty co tak do każdej dziewczyny gadasz? - Zapytałam wstając.
-Tylko do tych najpiękniejszych. - Powiedział.
-Jesteś żałosny. Myślisz, że co będę tak jak każda dziewczyna i od razu rzucę ci się w ramiona po tym komplemencie?
-Wiesz to nie jest zły pomysł. - Powiedział i rozłożył ręce do przytulenia.
-Dupek z ciebie, ładny ale dupek. - Krzyknęłam.
-Ale ładny, hmmm... podobam ci się? - Zapytał i się na mnie popatrzył swoimi pięknymi zielonymi oczami.
-Nie podobasz! Nie schlebiaj sobie już tak.
-Oj, dobra tylko tak się drażnię. - Powiedział i zaczął się śmiać.
-Spadaj! Mam cię dosyć.
-Skoro tak , to pa. - Powiedział i się odwrócił. -Jutro o tej samej godzinie tutaj. - Powiedział jeszcze i sobie poszedł. Czyżby właśnie mi zaproponował spotkanie? Dziwne... ale miłe. Jest nawet fajny i mega przystojny.

P.S. - To tyle jak na dzisiaj.

Gaduła;*