Kilka spraw organizacyjnych.
1. Jeżeli jest osoba, która chciałaby pisać z nami na blogu proszę o kontakt email'owy klarka519@gmail.com
2. Szukam pomysłów na wygląd bloga, bo nie jest to moją mocną stroną, dlatego chętnych z pomysłami bądź osoby znające się na rzeczy również zapraszam na gmail'a.
3. Drogi czytelniku, jeżeli wchodzisz tego bloga, i czytasz to co piszę, proszę zostaw po sobie ślad (komentarz) jeżeli możesz. Bardzo proszę o to, gdyż wiem wtedy, że czytasz, wyraź swoją opinię, jestem otwarta na pozytywną jak i negatywną krytykę. Wiemy wtedy co mamy zmienić, co ulepszyć.
Nie ukrywam, że było mi przykro, bo na ponad 200 wyświetleń posta jest zero komentarzy na ten moment. (09.04.2015 godzina 16:50)
4. Zaczynam pisać nową historię o peddie, ale nie na tym blogu tylko na pingerze. Zapraszam Was serdecznie na http://peddieforever.pinger.pl/ gdyż współpracuję (zaczynam) z świetną Gadułą.
5. Sprawa najważniejsza, na tym blogu teraz nie piszę sama. Tak jak zaznaczyłam w punkcie nr.1 jest Nas dwie. Dołącza do mnie Gaduła. Niedługo pojawi się post od niej, ja tylko apeluje o godne przywitanie. Jeżeli chcielibyście zobaczyć jej ogromny talent zapraszam do odwiedzenia jej blogów: http://peddieforever.pinger.pl/ http://peddieisiatka.pinger.pl/ .
W razie kontaktu z nową adminką: martynaczechonska21211@wp.pl
6. Apel: Nie zapominajcie o Nas, nie zapominajcie jak to wszystko się zaczęło, dzięki czemu tutaj jesteśmy zarówno my jak i Wy. Blogerzy kochani dodawajcie posty, nie dajmy zapomnieć o Peddie.
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
To by było na tyle, dziękuję za uwagę ;)
Amanda
czwartek, 9 kwietnia 2015
środa, 8 kwietnia 2015
Spóźniony świąteczny shot.
Niby przyszła wiosna, a za oknem wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie. Rano piękne słoneczko, później burza śnieżna, potem znowu piękne promienie wpadały do salonu, po czym zaczęło lać. Można oszaleć. Nie lubię aż takiego niezdecydowania. No tak, po jutrze Wielkanoc, a ja zamiast sprzątać, lub pomagać w przygotowaniach cioci do świąt siedzę i myślę. Myślę.. Ciekawe nad czym zapytacie. Otóż całe moje życie się poplątało. Cofnijmy się kilka dni wcześniej. Jechaliśmy z Eddiem do mojej cioci. Z nią jedyną z całej mojej cholernej rodziny mam świetny kontakt. Moi rodzice...pojechali sobie na "wakacje". Piper się sprzeciwiła, i ją zaczęli traktować tak samo jak mnie. Na nasze szczęście ciocia Sally jest inna, niż nasi rodzice. Zaprosiła Nas na święta. Biedna, ma złamaną nogę, więc obiecałam, że jej pomogę, zrobię zakupy, Eddie też zaoferował pomoc. No tak, mieszkamy z Eddiem razem, a z nami mieszkają jeszcze Joy z Jerrym, i Alfie. Czasami wpada na jakiś czas Mick. Wynajęliśmy wszyscy domek, ponieważ w naszym kochanym Anubisie niestety mieszkać już nie możemy. No ale wróćmy do tego co jest teraz. Jechaliśmy do Sally. Po drodze chciałam zrobić jeszcze zakupy, skoczyć do apteki. Eddie był jakiś nieobecny, nie wiem co się z nim dzieje. Weszliśmy do supermarketu, było strasznie dużo ludzi. Nagle poczułam, że ktoś we mnie wpadł, zachwiałam się i upadłam. Zobaczyłam nad sobą twarz mojego zatroskanego blondaska, i jakiegoś przystojnego bruneta.
-C-co, coo się stało? - zapytałam trochę zdezorientowana
- Przepraszam Cię strasznie, ale nie wiem, jak to się stało, że wpadłem w Ciebie i tak Cię urządziłem- powiedział brunet
- No na prawdę, trudne to do skomentowania- zakpił Eddie
Patricia
Zawiedziona, wrócilam do domu. Widzialam jakieś auto niedaleko domu, ale było zbyt ciemno, pomyślałam, że pewnie ktoś do sąsiadów. Weszłam do domu, i zaczęłam się rozbierać z kurtki, szalika etc.
- Ciociu już jestem, nie pytaj mnie jak się czuję, bo okropnie, chciałam porozmawiać z Eddiem, przeprosić go, że go tak potraktowałam, ale niestety, on sie już chyba ze mnie wyleczył, dzwoniłam do niego z tysiąc razy, ale nawet nie odbiera. Czuję się okropnie. - zaczęłam mówić, biorąc zakupy i idąc do kuchni. Nie patrzyłam nawet czy ktoś tam jest. Sally się nie odzywała, weszła tylko do kuchni, przytuliła mnie, pocałowała w czoło, wzięła tabletki które jej kupiłam i wyszła. A ja siedziałam. Siedziałam i myślałam, kiedy nagle poczułam te perfumy. Raptownie się odwróciłam, i zobaczyłam jego. Stał i patrzył na mnie. Widziałam smutek w jego oczach.
- Kochanie, przepraszam Cię bardzo- powiedział i dał mi kwiaty. Nie gniewałam się już, odłożyłam więc przepiękne róże, i rzuciłam mu się na szyję.
-Tak bardzo Cię kocham, i też przepraszam.- dotknęłam ręką jego policzka. Eddie mnie pocałował.
- Tęskniłem cholernie- powiedział, jak już oderwaliśmy się od siebie.
- Ja tak samo. - i znowu go pocałowałam.
-C-co, coo się stało? - zapytałam trochę zdezorientowana
- Przepraszam Cię strasznie, ale nie wiem, jak to się stało, że wpadłem w Ciebie i tak Cię urządziłem- powiedział brunet
- No na prawdę, trudne to do skomentowania- zakpił Eddie
- Eddie, spokojnie kochanie- chciałam go uspokoić- A Ty się nie przejmuj, nic mi się nie stało- powiedziałam do chłopaka.
- W takim razie ja się będę żegnał, przepraszam jeszcze raz - powiedział, i poszedł. Ja wstałam i wyszliśmy z Eddiem ze sklepu.
- Nic mi się nie stało- udawał mnie Eddie
- O co Ci chodzi?- zapytałam
- O nic, przecież mogłaś rozbić sobie głowę, dostać wstrząśnienia mózgu, ale nic, bo co, bo ma ładne oczy, bo przeprosił, bo przystojny
- Eddie..- chciałam coś powiedzieć
- Trzeba było się z nim na kawę umówić, albo go od razu zaprosić do Nas.- powiedział.
Nie wytrzymałam, i uderzyłam go w policzek. Popatrzył na mnie. Przesadził. Ja chyba też. Zobaczyłam okropną czerwoną plamę na jego policzku, łzy zaczęły napływać mi do oczu, tak bardzo chciałam teraz dotknąć tego policzka, pocałować, i przytulić Eddiego, ale coś mnie blokowało. Zresztą on nawet na mnie nie spojrzał. Wtedy podjęłam decyzję, że do cioci jadę sama.
- Przepraszam Cię. Jadę autobusem.- powiedziałam i poszłam w drugą stronę na przystanek.
On popatrzył chwilę na mnie, po czym wsiadł do auta, i z piskiem opon odjechał. Ja wsiadłam do autobusu, i po 15 minutach byłam pod domem cioci. Stanęłam przed drzwiami, i poczułam jak z moich oczu lecą łzy. Nie tak to miało się potoczyć. Włożyłam klucz do zamka, i otworzyłam drzwi, weszłam i od razu skierowałam się do kuchni, chciałam rozpakować zakupy, i zyskać na czasie, żeby ciocia nie widziała moich łez. Nie chciałam żeby widziała mnie w takim stanie. Ale na moje nieszczęście całkiem dobrze radzi sobie o kulach.
- Boże, Pati co się stało dziecko?- zapytała
- Cześć ciociu- powiedziałam, podeszłam do niej i przytuliłam się. Była dla mnie jak matka.
Zrobiłam herbatę, i opowiedziałam jej co się wydarzyło. Długo rozmawiałyśmy, po czym poszłam się wykąpać i położyć. Kilka razy sprawdzałam telefon, ale Eddie nie dzwonił. Postanowiłam do Świąt zostać już u cioci, miałam urlop więc mogłam sobie na to pozwolić. Znowu zaczęłam płakać, aż w końcu zasnęłam.
Eddie:
Siedziałem w pokoju, i próbowałem skupić się na papierach które musiałem wypełnić. Praca to praca. Niestety, wszystko źle uzupełniałem, rzuciłem je w kąt. Nie mogłem przestać myśleć o Pat. Przesadziłem, i doskonale o tym wiem. Ale kocham ją tak mocno, że okropnie się przestraszyłem, kiedy straciła przytomność. Szybko się ocknęła ale strach został. Gość nie zdawał sobie sprawy, że mogło to się skończyć bardzo poważnie. Pat chciała być po prostu uprzejma. A ja powiedziałem jej coś okropnego...Z tego wszystkiego jeszcze zepsuł mi się telefon. Poszedłem spać, to taki ciężki dzień, Pat nie wróciła do domu..martwiłem się czy wszystko z nią w porządku, Jestem kretynem, gdyby coś się jej stało to am sobie zrobię krzywdę. Kiedy wstałem rano, Pat nie było, zostało dwa dni do świąt, my pokłóceni, nie chcę spędzać świąt sam, chcę je spędzić z moją Gadułą. Wstałem i udałem się do łazienki. Postanowiłem wziąć prysznic, potem się ogarnąć, kupić prezent, kwiatki, spakować rzeczy i jechać do Pat. Swój plan wcieliłem w życie.
Patricia:
Obudziłam się rano, z bólem głowy. Przykryłam się szczelniej kołdrą, było zimno. Tak bardzo brakowało mi Eddiego, chciałam się teraz w niego wtulić. Wzięłam tel, Eddie nadal milczał. Postanowiłam wstać, ogarnąć się i jechać z nim porozmawiać. Wykapałam się, zrobiłam makijaż, brałam się i zeszłam do kuchni, Moja ciocia siedziała na bujanym fotelu pijąc kawę,
- Witaj kochana, jak się spało, lepiej się czujesz? - zapytała
- Tak, dzisiaj lepiej, muszę jechać z nim porozmawiać, zrobić zakupy, trzeba dzisiaj coś upiec, i zabiorę jeszcze kilka rzeczy, coś ładniejszego niż spodnie i trampki.
- Weź mój samochód, nie będziesz dodatkowo zdenerwowana wiedząc, że musisz pilnować czasu jadąc autobusem.
- Dziękuję ciociu. To ja lecę- powiedzialam
- Paa- odpowiedziala- i powodzenia życzę, będzie dobrze, pamiętaj- dorzucila kiedy już zamykałam drzwi.
Eddie
Siedziałem w aucie, jechałem kupić kwiaty, i prezent dla Patricii na święta. Nie miałem specjalnego pomysłu, kiedy ujrzałem na jednej wystawie piękną suknię. Wiedziałem, że moja Gaduła wyglądałaby w tym cudownie. Szybko zostawiłem auto na parkingu i pobiegłem do tego sklepu. Z 15 minut musiałem błagać żeby mi ją sprzedali, ponieważ rzekomo z wystaw nie sprzedają...
Ale było to dla mnie tak ważne, że nie wyszedłbym z tego sklepu bez tej kiecki. I dopiąłem swego.!
Pięknie ją zapakowano, i z takim prezentem udałem się jeszcze do kwiaciarni kupić kwiaty. Nie mogłem się zdecydować jakie kwiaty wybrać, dlatego wziąłem czerwone róże, i żółte tulipany z myślą o Sally. Później ruszyłem do Patricii. Nadal nie naprawiłem telefonu. Nie miałem do tego głowy.
Patricia
Zakupy zrobiłam, dzwoniłam do Eddiego ale niestety, na marne. Pojechałam do domu, jego tam nie było. Spakowałam swoje kosmetyki i najpotrzebniejsze rzeczy po czym zawiedziona udałam się do auta, a następnie do domu ciotki.
Eddie
Dotarłem na miejsce, strasznie byłem zdenerwowany. Zapukałem, otworzyła mi Sally, przywitałem się z nią, bardzo ją polubiłem. Nie była dla mnie nie miła, chociaż zdawałem sobie sprawę, że mogła by być, w końcu zraniłem Patricie. Zaprosiła mnie do środka.
- Przyjechałeś do Patii, chodź, wejdź, napijemy się herbaty
- Tak, nie ma jej.- bardziej stwierdziłem niż zapytałem
- Będzie, spokojnie- odrzekła Sally. Wręczyłem jej kwiaty, podziękowała i wstawiła je do wazonu.
Usiedliśmy w kuchni i piliśmy herbatę, denerwowałem się rozmową z Patricią.
- Denerwujesz sie? zapytała Sally
- Bardzo, zraniłem ją, i teraz jest mi strasznie źle, kocham ją najmocniej na świecie- powiedziałem jednym tchem. Sally się zaśmiała.
- To tak jak ona Ciebie. Oboje się pogubiliście, ale oboje się tak mocno kochacie, że dacie radę, bądź spokojny, ona nie da tego tak łatwo przekreślić.
- Na prawdę, mówiła tak? - zapytałem, ale nagle usłyszeliśmy czyjeś kroki. To Pat wróciła. Postanowiłem nie pokazywać się od razu, stanąłem w jadalni i czekał aż wejdzie. Pokazałem Sally ruchem ręki żeby nie mówiła, że jestem. Czekałem,
- W takim razie ja się będę żegnał, przepraszam jeszcze raz - powiedział, i poszedł. Ja wstałam i wyszliśmy z Eddiem ze sklepu.
- Nic mi się nie stało- udawał mnie Eddie
- O co Ci chodzi?- zapytałam
- O nic, przecież mogłaś rozbić sobie głowę, dostać wstrząśnienia mózgu, ale nic, bo co, bo ma ładne oczy, bo przeprosił, bo przystojny
- Eddie..- chciałam coś powiedzieć
- Trzeba było się z nim na kawę umówić, albo go od razu zaprosić do Nas.- powiedział.
Nie wytrzymałam, i uderzyłam go w policzek. Popatrzył na mnie. Przesadził. Ja chyba też. Zobaczyłam okropną czerwoną plamę na jego policzku, łzy zaczęły napływać mi do oczu, tak bardzo chciałam teraz dotknąć tego policzka, pocałować, i przytulić Eddiego, ale coś mnie blokowało. Zresztą on nawet na mnie nie spojrzał. Wtedy podjęłam decyzję, że do cioci jadę sama.
- Przepraszam Cię. Jadę autobusem.- powiedziałam i poszłam w drugą stronę na przystanek.
On popatrzył chwilę na mnie, po czym wsiadł do auta, i z piskiem opon odjechał. Ja wsiadłam do autobusu, i po 15 minutach byłam pod domem cioci. Stanęłam przed drzwiami, i poczułam jak z moich oczu lecą łzy. Nie tak to miało się potoczyć. Włożyłam klucz do zamka, i otworzyłam drzwi, weszłam i od razu skierowałam się do kuchni, chciałam rozpakować zakupy, i zyskać na czasie, żeby ciocia nie widziała moich łez. Nie chciałam żeby widziała mnie w takim stanie. Ale na moje nieszczęście całkiem dobrze radzi sobie o kulach.
- Boże, Pati co się stało dziecko?- zapytała
- Cześć ciociu- powiedziałam, podeszłam do niej i przytuliłam się. Była dla mnie jak matka.
Zrobiłam herbatę, i opowiedziałam jej co się wydarzyło. Długo rozmawiałyśmy, po czym poszłam się wykąpać i położyć. Kilka razy sprawdzałam telefon, ale Eddie nie dzwonił. Postanowiłam do Świąt zostać już u cioci, miałam urlop więc mogłam sobie na to pozwolić. Znowu zaczęłam płakać, aż w końcu zasnęłam.
Eddie:
Siedziałem w pokoju, i próbowałem skupić się na papierach które musiałem wypełnić. Praca to praca. Niestety, wszystko źle uzupełniałem, rzuciłem je w kąt. Nie mogłem przestać myśleć o Pat. Przesadziłem, i doskonale o tym wiem. Ale kocham ją tak mocno, że okropnie się przestraszyłem, kiedy straciła przytomność. Szybko się ocknęła ale strach został. Gość nie zdawał sobie sprawy, że mogło to się skończyć bardzo poważnie. Pat chciała być po prostu uprzejma. A ja powiedziałem jej coś okropnego...Z tego wszystkiego jeszcze zepsuł mi się telefon. Poszedłem spać, to taki ciężki dzień, Pat nie wróciła do domu..martwiłem się czy wszystko z nią w porządku, Jestem kretynem, gdyby coś się jej stało to am sobie zrobię krzywdę. Kiedy wstałem rano, Pat nie było, zostało dwa dni do świąt, my pokłóceni, nie chcę spędzać świąt sam, chcę je spędzić z moją Gadułą. Wstałem i udałem się do łazienki. Postanowiłem wziąć prysznic, potem się ogarnąć, kupić prezent, kwiatki, spakować rzeczy i jechać do Pat. Swój plan wcieliłem w życie.
Patricia:
Obudziłam się rano, z bólem głowy. Przykryłam się szczelniej kołdrą, było zimno. Tak bardzo brakowało mi Eddiego, chciałam się teraz w niego wtulić. Wzięłam tel, Eddie nadal milczał. Postanowiłam wstać, ogarnąć się i jechać z nim porozmawiać. Wykapałam się, zrobiłam makijaż, brałam się i zeszłam do kuchni, Moja ciocia siedziała na bujanym fotelu pijąc kawę,
- Witaj kochana, jak się spało, lepiej się czujesz? - zapytała
- Tak, dzisiaj lepiej, muszę jechać z nim porozmawiać, zrobić zakupy, trzeba dzisiaj coś upiec, i zabiorę jeszcze kilka rzeczy, coś ładniejszego niż spodnie i trampki.
- Weź mój samochód, nie będziesz dodatkowo zdenerwowana wiedząc, że musisz pilnować czasu jadąc autobusem.
- Dziękuję ciociu. To ja lecę- powiedzialam
- Paa- odpowiedziala- i powodzenia życzę, będzie dobrze, pamiętaj- dorzucila kiedy już zamykałam drzwi.
Eddie
Siedziałem w aucie, jechałem kupić kwiaty, i prezent dla Patricii na święta. Nie miałem specjalnego pomysłu, kiedy ujrzałem na jednej wystawie piękną suknię. Wiedziałem, że moja Gaduła wyglądałaby w tym cudownie. Szybko zostawiłem auto na parkingu i pobiegłem do tego sklepu. Z 15 minut musiałem błagać żeby mi ją sprzedali, ponieważ rzekomo z wystaw nie sprzedają...
Ale było to dla mnie tak ważne, że nie wyszedłbym z tego sklepu bez tej kiecki. I dopiąłem swego.!
Pięknie ją zapakowano, i z takim prezentem udałem się jeszcze do kwiaciarni kupić kwiaty. Nie mogłem się zdecydować jakie kwiaty wybrać, dlatego wziąłem czerwone róże, i żółte tulipany z myślą o Sally. Później ruszyłem do Patricii. Nadal nie naprawiłem telefonu. Nie miałem do tego głowy.
Patricia
Zakupy zrobiłam, dzwoniłam do Eddiego ale niestety, na marne. Pojechałam do domu, jego tam nie było. Spakowałam swoje kosmetyki i najpotrzebniejsze rzeczy po czym zawiedziona udałam się do auta, a następnie do domu ciotki.
Eddie
Dotarłem na miejsce, strasznie byłem zdenerwowany. Zapukałem, otworzyła mi Sally, przywitałem się z nią, bardzo ją polubiłem. Nie była dla mnie nie miła, chociaż zdawałem sobie sprawę, że mogła by być, w końcu zraniłem Patricie. Zaprosiła mnie do środka.
- Przyjechałeś do Patii, chodź, wejdź, napijemy się herbaty
- Tak, nie ma jej.- bardziej stwierdziłem niż zapytałem
- Będzie, spokojnie- odrzekła Sally. Wręczyłem jej kwiaty, podziękowała i wstawiła je do wazonu.
Usiedliśmy w kuchni i piliśmy herbatę, denerwowałem się rozmową z Patricią.
- Denerwujesz sie? zapytała Sally
- Bardzo, zraniłem ją, i teraz jest mi strasznie źle, kocham ją najmocniej na świecie- powiedziałem jednym tchem. Sally się zaśmiała.
- To tak jak ona Ciebie. Oboje się pogubiliście, ale oboje się tak mocno kochacie, że dacie radę, bądź spokojny, ona nie da tego tak łatwo przekreślić.
- Na prawdę, mówiła tak? - zapytałem, ale nagle usłyszeliśmy czyjeś kroki. To Pat wróciła. Postanowiłem nie pokazywać się od razu, stanąłem w jadalni i czekał aż wejdzie. Pokazałem Sally ruchem ręki żeby nie mówiła, że jestem. Czekałem,
Patricia
Zawiedziona, wrócilam do domu. Widzialam jakieś auto niedaleko domu, ale było zbyt ciemno, pomyślałam, że pewnie ktoś do sąsiadów. Weszłam do domu, i zaczęłam się rozbierać z kurtki, szalika etc.
- Ciociu już jestem, nie pytaj mnie jak się czuję, bo okropnie, chciałam porozmawiać z Eddiem, przeprosić go, że go tak potraktowałam, ale niestety, on sie już chyba ze mnie wyleczył, dzwoniłam do niego z tysiąc razy, ale nawet nie odbiera. Czuję się okropnie. - zaczęłam mówić, biorąc zakupy i idąc do kuchni. Nie patrzyłam nawet czy ktoś tam jest. Sally się nie odzywała, weszła tylko do kuchni, przytuliła mnie, pocałowała w czoło, wzięła tabletki które jej kupiłam i wyszła. A ja siedziałam. Siedziałam i myślałam, kiedy nagle poczułam te perfumy. Raptownie się odwróciłam, i zobaczyłam jego. Stał i patrzył na mnie. Widziałam smutek w jego oczach.
- Kochanie, przepraszam Cię bardzo- powiedział i dał mi kwiaty. Nie gniewałam się już, odłożyłam więc przepiękne róże, i rzuciłam mu się na szyję.
-Tak bardzo Cię kocham, i też przepraszam.- dotknęłam ręką jego policzka. Eddie mnie pocałował.
- Tęskniłem cholernie- powiedział, jak już oderwaliśmy się od siebie.
- Ja tak samo. - i znowu go pocałowałam.
Poszliśmy do salonu, Sally siedziała na sofie i oglądała stary album ze zdjęciami.
- I co zakochani, mówiłam, że będzie dobrze- powiedziała uśmiechnięta.Popatrzyłam na Eddiego, który objął mnie w pasie. Dołączyliśmy do cioci, i oglądaliśmy zdjęcia. Byłam tam też ja, jak byłam mała. Eddie wziął jedno zdjęcie i schował. Byłam zła, ale ja tez mam jego zdjęcia jak jadł warzywa jak był mały, a wygląda na nich bardzo śmiesznie..Później poszliśmy spać. Tej nocy nie zmarznę.
Następnego dnia rano mieliśmy pobudkę, przyjechała Piper.
Eddie
Rano zostałem chamsko obudzony. Od samego świtu dom był pełen życia, Pat idealnie radzi sobie z przygotowaniem świąt. Stół przyozdobiony był kwiatami a to moja zasługa. Dziewczyny uśmiechnięte piekły w kuchni, a ja z Sally pojechałem na zdjęcie gipsu. Późnej wszyscy nadal pracowaliśmy ciężko, a wieczorem dosłownie padliśmy.
Patricia
Obudziłam się rano, i byłam bardzo szczęśliwa. Obok mnie leżał mój kochany blondasek. W pokoju obok była moja siostra, spędzamy święta w gronie rodziny, czego można chcieć więcej.
Delikatnie wstałam, i założyłam szlafrok. Udałam się do łazienki w celu wykonania porannych czynności. Kiedy już to skończyłam, wróciłam do pokoju. Eddie się ubierał. Jak dobrze, ze są 2 łazienki. Otworzyłam szafę i załamałam ręce. Kompletnie brak pomysłu w co się ubrać..Podszedł do mnie Eddie z pudełkiem.
- To dla Ciebie, prezent , otwórz proszę- powiedział. Tak też zrobiłam. Moim oczom ukazała się przecudowna sukienka. Rzuciłam się Eddiemu na szyję i pocałowałam go czule.
- Dziękuję kochanie, Tylko Ty wiesz jak dopieścić kobietę- powiedzialam
- I co zakochani, mówiłam, że będzie dobrze- powiedziała uśmiechnięta.Popatrzyłam na Eddiego, który objął mnie w pasie. Dołączyliśmy do cioci, i oglądaliśmy zdjęcia. Byłam tam też ja, jak byłam mała. Eddie wziął jedno zdjęcie i schował. Byłam zła, ale ja tez mam jego zdjęcia jak jadł warzywa jak był mały, a wygląda na nich bardzo śmiesznie..Później poszliśmy spać. Tej nocy nie zmarznę.
Następnego dnia rano mieliśmy pobudkę, przyjechała Piper.
Eddie
Rano zostałem chamsko obudzony. Od samego świtu dom był pełen życia, Pat idealnie radzi sobie z przygotowaniem świąt. Stół przyozdobiony był kwiatami a to moja zasługa. Dziewczyny uśmiechnięte piekły w kuchni, a ja z Sally pojechałem na zdjęcie gipsu. Późnej wszyscy nadal pracowaliśmy ciężko, a wieczorem dosłownie padliśmy.
Patricia
Obudziłam się rano, i byłam bardzo szczęśliwa. Obok mnie leżał mój kochany blondasek. W pokoju obok była moja siostra, spędzamy święta w gronie rodziny, czego można chcieć więcej.
Delikatnie wstałam, i założyłam szlafrok. Udałam się do łazienki w celu wykonania porannych czynności. Kiedy już to skończyłam, wróciłam do pokoju. Eddie się ubierał. Jak dobrze, ze są 2 łazienki. Otworzyłam szafę i załamałam ręce. Kompletnie brak pomysłu w co się ubrać..Podszedł do mnie Eddie z pudełkiem.
- To dla Ciebie, prezent , otwórz proszę- powiedział. Tak też zrobiłam. Moim oczom ukazała się przecudowna sukienka. Rzuciłam się Eddiemu na szyję i pocałowałam go czule.
- Dziękuję kochanie, Tylko Ty wiesz jak dopieścić kobietę- powiedzialam
- Miło mi to słyszeć - odrzekł
- Ale ja też mam coś dla Ciebie- dodałam. Podeszłam do szafy, i wyjęłam z niej małe pudełeczko.
Były w nim bilety na mecz drużyny która mój blondynek kocha zaraz po mnie.
Kiedy to zobaczył mało nie zaczął skakać z radości. Podniósł mnie i zaczął kręcić się ze mną w kółko...Kiedy mnie postawił ubrałam się i poszliśmy świętować...
Proszę o komentarze, bo to jest mega mobilizujące do działania.
Pozdrawiam i liczę na zadowolenie.
Amanda
- Ale ja też mam coś dla Ciebie- dodałam. Podeszłam do szafy, i wyjęłam z niej małe pudełeczko.
Były w nim bilety na mecz drużyny która mój blondynek kocha zaraz po mnie.
Kiedy to zobaczył mało nie zaczął skakać z radości. Podniósł mnie i zaczął kręcić się ze mną w kółko...Kiedy mnie postawił ubrałam się i poszliśmy świętować...
Proszę o komentarze, bo to jest mega mobilizujące do działania.
Pozdrawiam i liczę na zadowolenie.
Amanda
niedziela, 5 kwietnia 2015
Informacje i Wielkanoc
Kochani!
Opowiadania będą zaczęte niebawem, pojawi się również świąteczny shot. Niestety nie jestem w stanie napisać nic teraz, ponieważ jestem chora, mam zapalenie ucha, angina i zapalenie zatok. :( bardzo przepraszam, Wielkanocny shot był planowany na dzisiaj ale nie bylam w stanie napisać gdyż walczyłam z gorączką.
Zostawiając te sprawy chciałabym złożyć Wam najserdeczniejsze życzenia. Zdrowych, spokojnych, rodzinnych świąt Wielkiej Nocy, spędzonych w gronie rodziny. Niech wszystkie smutki, zmartwienia zostaną na chwilkę przykryte radością, i szczęściem. Chociaż pogoda płata figle. życzę Wam wiosennej atmosfery, i nabrania sił do życia :)
A wszystkim piszącym blogi, szczególnie o Peddie, życzę też mnóstwo pomysłów, niekończącej się weny, i chęci do pisania.
Wesolego Alleluja.!
Amanda
p. s. Podawajcie w komentarzach blogi o HoA, które "działają".
Opowiadania będą zaczęte niebawem, pojawi się również świąteczny shot. Niestety nie jestem w stanie napisać nic teraz, ponieważ jestem chora, mam zapalenie ucha, angina i zapalenie zatok. :( bardzo przepraszam, Wielkanocny shot był planowany na dzisiaj ale nie bylam w stanie napisać gdyż walczyłam z gorączką.
Zostawiając te sprawy chciałabym złożyć Wam najserdeczniejsze życzenia. Zdrowych, spokojnych, rodzinnych świąt Wielkiej Nocy, spędzonych w gronie rodziny. Niech wszystkie smutki, zmartwienia zostaną na chwilkę przykryte radością, i szczęściem. Chociaż pogoda płata figle. życzę Wam wiosennej atmosfery, i nabrania sił do życia :)
A wszystkim piszącym blogi, szczególnie o Peddie, życzę też mnóstwo pomysłów, niekończącej się weny, i chęci do pisania.
Wesolego Alleluja.!
Amanda
p. s. Podawajcie w komentarzach blogi o HoA, które "działają".
czwartek, 2 kwietnia 2015
Yes or no.!?
Lubie jasne sytuacje więc krótka piłka - chcecie opowiadanie czy nie.? mam pisać czy nie.? czekam na odpowiedzi w komentarzach. Nie muszę chyba wspominać że decyzja zostanie podjęta ma podstawie tego ile będzie komentarzy na ilość wyświetleń. Dziękuję.
Amanda
Amanda
sobota, 28 marca 2015
Mała sprawa.
Cześć! Wybaczcie mi że znowu przerwałam pisanie, ale taka lawina nauki, że nie miałam czasu totalnie na nic. Mogę zacząć coś nowego pisać, ale czy chcecie? bo z tego co się orientuję, mało osób już pisze....jest tutaj ktoś wgl? Czekam na Wasze odpowiedzi, i polecajcie blogi które działają w komentarzach proszę, bo żebym miała wenę, potrzebuje czytać. Jak zapewne zauważyliście zmieniła troszkę wygląd bloga, tytuł etc. dajcie też znać czy się Wam to podoba.
Pozdrawiam i czekam. Myślę, że jak będzie ok 8 komentarzy to napiszę dzisiaj opowiadanie ;)
A przy okazji chciałąbym polecić serdecznie stronę http://www.opowi.pl/katalog
Jest to świetne miejsce gdzie znajdziecie przeróżne ciekawe opowiadania. Zachęcam do odwiedzenia, i przeczytania, bo na prawdę godne polecenia.
Amanda <3
Pozdrawiam i czekam. Myślę, że jak będzie ok 8 komentarzy to napiszę dzisiaj opowiadanie ;)
A przy okazji chciałąbym polecić serdecznie stronę http://www.opowi.pl/katalog
Jest to świetne miejsce gdzie znajdziecie przeróżne ciekawe opowiadania. Zachęcam do odwiedzenia, i przeczytania, bo na prawdę godne polecenia.
Amanda <3
wtorek, 23 grudnia 2014
One Christmas Shot + życzenia + niespodzianka
Cześć wszystkim,Pamiętacie mnie jeszcze? Tak, to ja, wredna małpa, która porzuciła bloga bez słowa..
Szkoda moich tłumaczeń, nie rzuciłam bloga, tylko całkiem nie miałam czasu..mam nadzieje, że wybaczycie, są święta..
No właśnie, są święta, i chciałabym Wam życzyć wszystkiego co najwspanialsze, spełnienia marzeń, samych cudownych chwil w gronie kochającej rodziny, wesołej, miłej, ciepłe atmosfery, samych pyszności, a przede wszystkim duużo, dużo miłości, o którą na prawdę ciężko, bynajmniej w moim przypadku. Niech te święta będą tak wspaniałe, jak każde inne, ale wyjątkowe jak żadne.
A teraz, w ramach minimalnych przeprosin, chcę dać Wam mały świąteczny rozdzialik ;)
5 tygodni, aż 5 tygodni.... Chłopak, którego kocham, musiał nagle wyjechać, bez słowa, dostałam tylko głupiego sms, że wszystko jest okej, żebym się nie martwiła, że przeprasza, że tak nagle wyjechał i że wróci najszybciej jak się da.Nie mogę tego zrozumieć, co mogło się stać, Myślałam, że ufamy sobie, że nie zachowujemy się jak za czasów liceum, kiedy to budowaliśmy naszą relację...ale może od początku. Jestem Patricia Williamson, i ta historia będzie o mnie..Siedziałam w naszym mieszkaniu, tak, naszym. Wraz z Eddiem po skończeniu liceum, i studiów, wynajęliśmy razem mieszkanie. Niezbyt małe, ale też nie za duże, w sam raz. Dobrze zarabiamy, więc nie łapaliśmy się pierwszej lepszej okazji, tylko długo szukaliśmy takiej oferty, która będzie Nam pasowała. Gdy ujrzeliśmy to mieszkanie, a raczej mini apartament, od razu poczuliśmy to coś. Nie wiadomo co, ale wiedzieliśmy, że to tutaj chcemy mieszkać, I tak się stało, Eddie dał mi wolną rękę, w sprawie urządzenia pomieszczeń, a efekt był piorunujący, Wszystko wydawało się piękne, kochaliśmy się, i nadal kochamy, bylo Nam cudownie, aż do pewnego popołudnia, kiedy to dostałam sms od mojego ukochanego, że musi wyjechać na kilka tygodni, że ma poważny problem, ale żebym się nie martwiła, bo wróci. Siedziałam wtedy w domu przez tydzień, płakałam, byłam zawiedziona, nie mogłam pojąć tego, że po tym wszystkim co razem przeszliśmy, po tylu latach spędzonych razem, on przez sms informuje mnie że coś się stało i wyjeżdża. Był to dla mnie bardzo duży ból, Ale teraz postanowiłam wyjść do ludzi, umówiłam się z Joy, tak z tą samą Joy z którą przyjaźniłam się w liceum. Ogólnie fatalnie się czułam, nie wiem czy przez ten mój dobrowolny areszt domowy nie nabawiłam się jakiejś grypy, bo było okropnie nie dobrze, ale mimo to ubrałam się i już miałam wychodzić, kiedy usłyszałam dzwięk telefonu, wiedziałam, że dzwoni Eddie, ale nie odebrałam. Dzwonił do mnie często odkąd tak pospiesznie wyjechał, ale ja odebrałam tylko raz i powiedziałam mu, że musimy porozmawiać jak wróci. Zabrałam telefon do torebki, wzięłam klucze i wyszłam.
Z Joy umówiłam się w kawiarni, kiedy dotarłam na miejsce, moja przyjaciółka już tam była. Usiadłyśmy pod oknem, Joy zamówiła kawę, a ja poczułam, że mam ogromną ochotę na szarlotkę, i to najlepiej z lodami, i postanowiłam swoją zachciankę zaspokoić. Zaczęłyśmy rozmawiać, Joy wiedziała o całej sytuacji, ale nie dawała mi obrażać Eddiego, wiedziała jak on mnie kocha, ja o tym też wiedziałam, mało tego, ja jego kocham tak samo. Rozmawiałyśmy długo, a kiedy zrobiło się ciemno stwierdziłyśmy, że idziemy na spacer. Poszłyśmy na rynek, było tam pełno ludzi, trwał Jarmark, no tak w końcu za niedługo Boże Narodzenie, na samą myśl, że nie wiem czy Miller wróci na święta miałam ochotę do zabić, ale z drugiej strony było mi okropnie smutno, Na rynku było bardzo dużo stoisk z jedzeniem, i dziwnym trafem poczułam, że znów bym coś zjadła, Matko, ja z moim wilczym apetytem niedługo nie zmieszczę się w drzwi, ale cóż..Zamówiłam sobie kebaba, raz się żyje, Joy dziwnie na mnie patrzyła, ale ja nie zwracałam na to uwagi, po czym moja przyjaciółka stwierdziła, że dotrzyma mi towarzystwa i tez poszła po kebab. Włóczyłyśmy się długo, po czym odwiozłam Joy do domu, a sama pojechałam do siebie. Pierwsze co zrobiłam po powrocie to poszłam pod prysznic, włączyłam sobie cichuteńko radio, w którym leciała jakaś swiąteczna piosenka, nie pamiętałam tytułu, ale tekst znałam doskonale, i jak to zwykle ja, zaczęłam sobie pod prysznicem nucić:
Snow is fallin,all around me, children playing, having fun..it;s the season of love and understanding, merry christmas everyone..
Stwierdziłam, ze ubiorę choinkę, zawsze to robiłam z Millerem, ale niestety, nie było go ze mną.
Poszłam na strych w poszukiwaniu bombek, wyjęłam choinkę, sporo się z nią namęczyłam, bo była na prawdę duża, sztuczna, a wyglądała jak prawdziwa. Sięgała aż po sufit. Nie chciałam żywej choinki, gdyż nasz piesek jest mały, i zacząłby jeść igły. Kiedy uporałam się z wszystkimi potrzebnymi rzeczami, zaczęłam nakładać na drzewko światełka, później bombki, koraliki, kokardki, a na koncu przywieslilam gwiazdę na czubku. Przygasiłam światło, efekt był cudny. W tle leciały jakieś piosenki swiąteczne, a ja z moim pupilem siedzialam na fotelu i patrzylam za okno. Padła śnieg, czułam już święta, i czułam smutek, bo nie wiedziałam czy spędzę je sama. Była godzina 21:30. znowu źle się czułam, za dużo zjadłam, kręciło mi się w głowie, i było mi nie dobrze, no tak, to są konsekwencje mojego obżarstwa, nie muszę chyba dodawać, że godzinę spędziłam w łazience wymiotując. Wycieńczona poszła do kuchni napić się wody, no tak, szkoła mojej mamy, grunt to się nie odwodnić. Ale mi brakuje rodziców, tak długo już ich nie ma, mam tylko Eddiego, ale on też teraz jest, sama nie wiem gdzie. Zrezygnowana usiadłam w fotelu. Wsłuchałam się w muzykę, i nagle coś z mojego słuchania mnie wyrwało. Ktoś przekręcił zamek w drzwiach. Przestraszyłam się. Były dwie opcje, ale wrócił Eddie, albo złodzieje. Nie wiedziałam co robić, więc postanowiłam iść na żywioł. Wyszła z salonu i stanęłam w przedpokoju. Czekałam. Czekałam na to co zobaczę. Drzwi otworzyły się, i zobaczyłam w nich młodą dziewczynę, popatrzyła się na mnie, uśmiechnęła się, i powiedziała:
- Cześć, Ty zapewne jesteś Patricia, tak miło mi Cię w końcu poznać
- Yyy, cześć, tak to ja, a Ty jesteś?- stałam jak wryta, totalnie nie wiedziałam co powiedzieć.
- Jestem Juliet, widzę, że jesteś zszokowana, czyli, że Eduś nie powiedział Ci nic- powiedziała dziewczyna. Nie wierzyła w to co słyszę, Eduś. Nie powiedział nic. Kim ona była do cholery, i czemu mówi na mojego chłopaka Eduś. Już miała ją o to zapytać, kiedy do mieszkania wszedł młody chłopak, i zaczął:
- Jul, przedstawiłaś się? - spoglądał na dziewczynę, a następnie popatrzył na mnie- Hej, jestem Kevin, jestem bratem Eddiego, a to moja dziewczyna, jesteś Patricia, prawda? Widziałem Twoje zdjęcie u Eddiego, ma chłopak gust, miło mi Cię poznać.- powiedział, a ja staałam coraz bardziej zszokowana, i w końcu w drzwiach ujrzałam kogoś kogo znam. To był Eddie, mój Eddie. Zwrócił się, do Kevina i Juliet żeby poszli do auta po bagaże, a kiedy oni wyszli zamknął drzwi i popatrzył na mnie. Wymiękłam. Tak strasznie go kocham, patrzyłam w te jego cudowne niebieskie oczy, te blond poczochrane włosy, a on patrzył na mnie.
- Kochanie, przepraszam, że tak nagle wyjechałem, ale sam do końca nie wiedziałem co się dzieje, zadzwonila moja mama, że musi wyjechać, i że muszę natychmiast przyjechać do niej, powiedziala mi, że ta sprawa odmieni moje życie, ale żebym Ciebie w to nie mieszał, bo będzie to duży szok, wiem, postąpiłem jak idiota, ale nie ma teraz rzeczy, której bym nie zrobił, żebyś tylko mi wybaczyła- Eddie przybliżył się do mnie, objął mnie w pasie jedną ręką, a drugą wyciągnął zza siebie ogromny bukiet róż. Biłam się z myślami, czy wybaczyć czy nie. Postanowiłam, że wybaczę mu, za bardzo go kochałam, żeby go ranić, pokazał mi, po raz kolejny, że bardzo mu zależy, ale musimy i tak porozmawiać poważnie.
- Cieszę się, że już wróciłeś, ale rozmowa Nas nie ominie- powiedziałam, po czym uśmiechnęłam się do niego. Zobaczyłam ten jego błysk w oczach. Pocałowałam go, ale nie długo było Nam się cieszyć tą chwilą, bo do domu ponownie wrócili Jul i Kevin, z bagażami. Eddie zabrał od nich kurtki, a ja poszłam zaprowadzić ich do pokoju, tam usiedli, a ja wróciłam do mojego Millera. Wzięłam go za rękę, i poszliśmy do kuchni.
- No to Miller, chyba należaloby mi się jakieś wyjaśnienie - powiedziałam do chłopaka, ale on nie reagował. Obrócony był do mnie plecami i patrzył na choinkę. Podeszłam do niego, oparłam głowę o jego kark i powiedziałam:
- Podoba Ci się, prawda?
- Jest piękna, jak ten dom, i Ty - odpowiedział - myślę, że mam Ci bardzo dużo do powiedzenia, ale zaczekaj chwilę, niech tylko zaprowadzę młodego z dziewczyną na górę, niech się rozpakują, wykąpią, podróż była męcząca.
- To ja zrobię kolacje, zawołam jak będzie gotowa, a teraz masz - dałam mu kubki, i sok- daj im, trochę witamin sie przyda.
Zrobiłam kanapki, jakieś tosty na szybko, ciepłą herbatę, młodzi jak zjedli od razu się zmyli, pewnie czuli, że musimy pogadać. A my usiedliśmy w salonie na kanapie, i Eddie zaczął mi wyjaśniać
- Moja matka poznała jakiegoś faceta, i ma zamiar wyjechać. A Kevin zaczął się buntować, uciekł z domu, i trafił do Izby dziecka. Mojej matki nie chcieli słuchać, i wypuścić go, ojciec jak zwykle sprawę olał, więc zadzwoniła do mnie, wstyd jej było cholernie, dlatego błagała żeby nie mówić nic Tobie, ja z początku nie chciałem się zgodzić, ale Kevin do mnie zadzwonił, i błagał, żebym go wyciągnął z tej dziury, więc wsiadłem w pierwszy lepszy pociąg, i pojechałem. Miałem wrócić zaraz, więc nie dzwoniłem ani nie pisałem, ale kiedy dotarłem na miejsce, zabrałem Kevina i pojechaliśmy do matki, on zaczął świrować, nie chciał z nią jechać. Nie chciał zostawiać Juliet samej, on ją kocha. A ona kiedy się dowiedziała, że on być może wyjedzie, nałykała się jakichś proszków, i trafiła do szpitala. Matka się zabrała i pojechała, a ja musiałem zostać. Wspólnie z Kevinem doszliśmy do wniosku, że on i Juliec przyjadą do Nas na święta, a co będzie z nimi później się zobaczy. Wiem, że zostałem opiekunem Kevina, i w pewnym sensie Juliet, bo jej rodzice zginęli bardzo dawno, a opiekowala się nią babcia, która niedawno trafiła do hospicjum.
Patrzyłam na niego, z współczuciem. Cała moja złość którą jeszcze rano żywiłam, odparowała. Nie zastanawiając się wiele, przytuliłam go. Czułam, że tego Nam było trzeba obojgu. Ale był jeszcze jeden mały problemik:
- Tylko kochanie, mamy mały problemik- powiedzialam
- Jaki? - wystraszył się Eddie- Chcesz mnie rzucić, poznałaś kogos, nie chcesz miec mojej rodziny na glowie?
- Jesteś idiotą- powiedziałam, i trzepnęłam chłopaka w głowę- nic z tych rzeczy, kocham Cię debilu, i nawet o takich rzeczach nie myśl
- Więc o co chodzi?- spytał zdziwiony
- Oni mają spać razem? - powiedziała
- Aaaaaa- uśmiechnął się Eddie
- Nie, nie, nie, nie o to mi chodzi, w pokojach na górze jest tylko jedna mała kanapa, nawet jeśli chcieliby spać razem, to będzie im totalnie niewygodnie. Nie będę bawiła się w ciotkę przyzwoitkę, mają już ponad 18 lat, więc niech robią co chcą, ale musimy pojechać jutro na zakupy, i kupić im łóżko. - powiedziałam
- A wiesz co, niech śpią dzisiaj u Nas w sypialni, a my spędzimy sobie miły wieczór tutaj, w salonie, mamy sofę rozkładaną, i z tego co pamiętam, to za mała ona nie jest. - uśmiechnął się zalotnie chłopak
- Kochanie, czy Ty coś proponujesz? - popatrzyłam na niego ze udawanym zdziwnieniem
- Musimy się nacieszyć sobą, długo się nie widzieliśmy- powiedział i mnie pocałował.
- Dobra, dobra, ale najpierw to muszę iśc im powiedzieć, żeby poszli do Naszej sypialni.- powiedziałam i wstałam. Jak już załatwiłam co miałam załatwić, to coś mnie tknęło, i poszła jeszcze do łazienki. Od tych moich problemów z żołądkiem, chodziła mi po głowie jedna myśl, mianowicie ciążą, Tak dla pewności, postanowiłam zrobić test, i wyszedł pozytywnie. Popłakałam się, ale ze szczęścia. Test schowałam, a sama udałam się do salonu, tam już czekał mój chłopak, sofa była już rozłożona, pościel przygotowana, a Eddie siedział, i otwierał wino. Postanowiłam nie zwlekać, i od razu mu powiedziałam, że nie chcę pić, miałam ochotę, ale nie mogłam. On popatrzył na mnie pytająco.
- Co Ty znowu wymyśliłaś?
- Ja ? Nic. Razem wymyśliliśmy. - powiedziałam uśmiechając się.
- Ja też? Niby co?- nie wiedział nadal co mu próbuję przekazać
- Coś, przez co dłuugo nie będę mogła się upić- powiedziałam, i uśmiechnęłam się do niego. Był w lekkim szoku, ale chyba docierało to do niego
- Tak?- zapytał
- Tak, tak, tak, tak, tak ! - prawie, że krzyknęłam
Podszedł do mnie, podniósł mnie do góry, i zaczął się kręcić. Tak bardzo się cieszyliśmy. Położyliśmy się na łóżko, cały czas przytuleni, zaczęliśmy się całować, ale Eddie w pewnym momencie przestał
- No to musimy teraz popracować, żebyśmy mieli pięknego dzidziusia- Powiedział, i w jednym momencie leżał na mnie. Ta noc zleciała Nam bardzo szybko, rano obudziliśmy się, ale wiedzieliśmy, że ta cudowna wiadomość nie była snem, a prawdą. Przed nami zapowiada się sielankowe życie, i jeszcze nie raz o tym usłyszycie...a raczej przeczytacie, bo chciałam tylko Wam powiedzieć, kochani czytelnicy, że mam zamiar wrócić, albo inaczej, chcę wznowić pisanie opowiadań. <3
P.s. poleccie w komentarzach jakies blogi o peddie ktore sa pisane aktualnie ;)
Jeszcze raz, wesołych świąt
~Amanda
Szkoda moich tłumaczeń, nie rzuciłam bloga, tylko całkiem nie miałam czasu..mam nadzieje, że wybaczycie, są święta..
No właśnie, są święta, i chciałabym Wam życzyć wszystkiego co najwspanialsze, spełnienia marzeń, samych cudownych chwil w gronie kochającej rodziny, wesołej, miłej, ciepłe atmosfery, samych pyszności, a przede wszystkim duużo, dużo miłości, o którą na prawdę ciężko, bynajmniej w moim przypadku. Niech te święta będą tak wspaniałe, jak każde inne, ale wyjątkowe jak żadne.
A teraz, w ramach minimalnych przeprosin, chcę dać Wam mały świąteczny rozdzialik ;)
5 tygodni, aż 5 tygodni.... Chłopak, którego kocham, musiał nagle wyjechać, bez słowa, dostałam tylko głupiego sms, że wszystko jest okej, żebym się nie martwiła, że przeprasza, że tak nagle wyjechał i że wróci najszybciej jak się da.Nie mogę tego zrozumieć, co mogło się stać, Myślałam, że ufamy sobie, że nie zachowujemy się jak za czasów liceum, kiedy to budowaliśmy naszą relację...ale może od początku. Jestem Patricia Williamson, i ta historia będzie o mnie..Siedziałam w naszym mieszkaniu, tak, naszym. Wraz z Eddiem po skończeniu liceum, i studiów, wynajęliśmy razem mieszkanie. Niezbyt małe, ale też nie za duże, w sam raz. Dobrze zarabiamy, więc nie łapaliśmy się pierwszej lepszej okazji, tylko długo szukaliśmy takiej oferty, która będzie Nam pasowała. Gdy ujrzeliśmy to mieszkanie, a raczej mini apartament, od razu poczuliśmy to coś. Nie wiadomo co, ale wiedzieliśmy, że to tutaj chcemy mieszkać, I tak się stało, Eddie dał mi wolną rękę, w sprawie urządzenia pomieszczeń, a efekt był piorunujący, Wszystko wydawało się piękne, kochaliśmy się, i nadal kochamy, bylo Nam cudownie, aż do pewnego popołudnia, kiedy to dostałam sms od mojego ukochanego, że musi wyjechać na kilka tygodni, że ma poważny problem, ale żebym się nie martwiła, bo wróci. Siedziałam wtedy w domu przez tydzień, płakałam, byłam zawiedziona, nie mogłam pojąć tego, że po tym wszystkim co razem przeszliśmy, po tylu latach spędzonych razem, on przez sms informuje mnie że coś się stało i wyjeżdża. Był to dla mnie bardzo duży ból, Ale teraz postanowiłam wyjść do ludzi, umówiłam się z Joy, tak z tą samą Joy z którą przyjaźniłam się w liceum. Ogólnie fatalnie się czułam, nie wiem czy przez ten mój dobrowolny areszt domowy nie nabawiłam się jakiejś grypy, bo było okropnie nie dobrze, ale mimo to ubrałam się i już miałam wychodzić, kiedy usłyszałam dzwięk telefonu, wiedziałam, że dzwoni Eddie, ale nie odebrałam. Dzwonił do mnie często odkąd tak pospiesznie wyjechał, ale ja odebrałam tylko raz i powiedziałam mu, że musimy porozmawiać jak wróci. Zabrałam telefon do torebki, wzięłam klucze i wyszłam.
Z Joy umówiłam się w kawiarni, kiedy dotarłam na miejsce, moja przyjaciółka już tam była. Usiadłyśmy pod oknem, Joy zamówiła kawę, a ja poczułam, że mam ogromną ochotę na szarlotkę, i to najlepiej z lodami, i postanowiłam swoją zachciankę zaspokoić. Zaczęłyśmy rozmawiać, Joy wiedziała o całej sytuacji, ale nie dawała mi obrażać Eddiego, wiedziała jak on mnie kocha, ja o tym też wiedziałam, mało tego, ja jego kocham tak samo. Rozmawiałyśmy długo, a kiedy zrobiło się ciemno stwierdziłyśmy, że idziemy na spacer. Poszłyśmy na rynek, było tam pełno ludzi, trwał Jarmark, no tak w końcu za niedługo Boże Narodzenie, na samą myśl, że nie wiem czy Miller wróci na święta miałam ochotę do zabić, ale z drugiej strony było mi okropnie smutno, Na rynku było bardzo dużo stoisk z jedzeniem, i dziwnym trafem poczułam, że znów bym coś zjadła, Matko, ja z moim wilczym apetytem niedługo nie zmieszczę się w drzwi, ale cóż..Zamówiłam sobie kebaba, raz się żyje, Joy dziwnie na mnie patrzyła, ale ja nie zwracałam na to uwagi, po czym moja przyjaciółka stwierdziła, że dotrzyma mi towarzystwa i tez poszła po kebab. Włóczyłyśmy się długo, po czym odwiozłam Joy do domu, a sama pojechałam do siebie. Pierwsze co zrobiłam po powrocie to poszłam pod prysznic, włączyłam sobie cichuteńko radio, w którym leciała jakaś swiąteczna piosenka, nie pamiętałam tytułu, ale tekst znałam doskonale, i jak to zwykle ja, zaczęłam sobie pod prysznicem nucić:
Snow is fallin,all around me, children playing, having fun..it;s the season of love and understanding, merry christmas everyone..
Stwierdziłam, ze ubiorę choinkę, zawsze to robiłam z Millerem, ale niestety, nie było go ze mną.
Poszłam na strych w poszukiwaniu bombek, wyjęłam choinkę, sporo się z nią namęczyłam, bo była na prawdę duża, sztuczna, a wyglądała jak prawdziwa. Sięgała aż po sufit. Nie chciałam żywej choinki, gdyż nasz piesek jest mały, i zacząłby jeść igły. Kiedy uporałam się z wszystkimi potrzebnymi rzeczami, zaczęłam nakładać na drzewko światełka, później bombki, koraliki, kokardki, a na koncu przywieslilam gwiazdę na czubku. Przygasiłam światło, efekt był cudny. W tle leciały jakieś piosenki swiąteczne, a ja z moim pupilem siedzialam na fotelu i patrzylam za okno. Padła śnieg, czułam już święta, i czułam smutek, bo nie wiedziałam czy spędzę je sama. Była godzina 21:30. znowu źle się czułam, za dużo zjadłam, kręciło mi się w głowie, i było mi nie dobrze, no tak, to są konsekwencje mojego obżarstwa, nie muszę chyba dodawać, że godzinę spędziłam w łazience wymiotując. Wycieńczona poszła do kuchni napić się wody, no tak, szkoła mojej mamy, grunt to się nie odwodnić. Ale mi brakuje rodziców, tak długo już ich nie ma, mam tylko Eddiego, ale on też teraz jest, sama nie wiem gdzie. Zrezygnowana usiadłam w fotelu. Wsłuchałam się w muzykę, i nagle coś z mojego słuchania mnie wyrwało. Ktoś przekręcił zamek w drzwiach. Przestraszyłam się. Były dwie opcje, ale wrócił Eddie, albo złodzieje. Nie wiedziałam co robić, więc postanowiłam iść na żywioł. Wyszła z salonu i stanęłam w przedpokoju. Czekałam. Czekałam na to co zobaczę. Drzwi otworzyły się, i zobaczyłam w nich młodą dziewczynę, popatrzyła się na mnie, uśmiechnęła się, i powiedziała:
- Cześć, Ty zapewne jesteś Patricia, tak miło mi Cię w końcu poznać
- Yyy, cześć, tak to ja, a Ty jesteś?- stałam jak wryta, totalnie nie wiedziałam co powiedzieć.
- Jestem Juliet, widzę, że jesteś zszokowana, czyli, że Eduś nie powiedział Ci nic- powiedziała dziewczyna. Nie wierzyła w to co słyszę, Eduś. Nie powiedział nic. Kim ona była do cholery, i czemu mówi na mojego chłopaka Eduś. Już miała ją o to zapytać, kiedy do mieszkania wszedł młody chłopak, i zaczął:
- Jul, przedstawiłaś się? - spoglądał na dziewczynę, a następnie popatrzył na mnie- Hej, jestem Kevin, jestem bratem Eddiego, a to moja dziewczyna, jesteś Patricia, prawda? Widziałem Twoje zdjęcie u Eddiego, ma chłopak gust, miło mi Cię poznać.- powiedział, a ja staałam coraz bardziej zszokowana, i w końcu w drzwiach ujrzałam kogoś kogo znam. To był Eddie, mój Eddie. Zwrócił się, do Kevina i Juliet żeby poszli do auta po bagaże, a kiedy oni wyszli zamknął drzwi i popatrzył na mnie. Wymiękłam. Tak strasznie go kocham, patrzyłam w te jego cudowne niebieskie oczy, te blond poczochrane włosy, a on patrzył na mnie.
- Kochanie, przepraszam, że tak nagle wyjechałem, ale sam do końca nie wiedziałem co się dzieje, zadzwonila moja mama, że musi wyjechać, i że muszę natychmiast przyjechać do niej, powiedziala mi, że ta sprawa odmieni moje życie, ale żebym Ciebie w to nie mieszał, bo będzie to duży szok, wiem, postąpiłem jak idiota, ale nie ma teraz rzeczy, której bym nie zrobił, żebyś tylko mi wybaczyła- Eddie przybliżył się do mnie, objął mnie w pasie jedną ręką, a drugą wyciągnął zza siebie ogromny bukiet róż. Biłam się z myślami, czy wybaczyć czy nie. Postanowiłam, że wybaczę mu, za bardzo go kochałam, żeby go ranić, pokazał mi, po raz kolejny, że bardzo mu zależy, ale musimy i tak porozmawiać poważnie.
- Cieszę się, że już wróciłeś, ale rozmowa Nas nie ominie- powiedziałam, po czym uśmiechnęłam się do niego. Zobaczyłam ten jego błysk w oczach. Pocałowałam go, ale nie długo było Nam się cieszyć tą chwilą, bo do domu ponownie wrócili Jul i Kevin, z bagażami. Eddie zabrał od nich kurtki, a ja poszłam zaprowadzić ich do pokoju, tam usiedli, a ja wróciłam do mojego Millera. Wzięłam go za rękę, i poszliśmy do kuchni.
- No to Miller, chyba należaloby mi się jakieś wyjaśnienie - powiedziałam do chłopaka, ale on nie reagował. Obrócony był do mnie plecami i patrzył na choinkę. Podeszłam do niego, oparłam głowę o jego kark i powiedziałam:
- Podoba Ci się, prawda?
- Jest piękna, jak ten dom, i Ty - odpowiedział - myślę, że mam Ci bardzo dużo do powiedzenia, ale zaczekaj chwilę, niech tylko zaprowadzę młodego z dziewczyną na górę, niech się rozpakują, wykąpią, podróż była męcząca.
- To ja zrobię kolacje, zawołam jak będzie gotowa, a teraz masz - dałam mu kubki, i sok- daj im, trochę witamin sie przyda.
Zrobiłam kanapki, jakieś tosty na szybko, ciepłą herbatę, młodzi jak zjedli od razu się zmyli, pewnie czuli, że musimy pogadać. A my usiedliśmy w salonie na kanapie, i Eddie zaczął mi wyjaśniać
- Moja matka poznała jakiegoś faceta, i ma zamiar wyjechać. A Kevin zaczął się buntować, uciekł z domu, i trafił do Izby dziecka. Mojej matki nie chcieli słuchać, i wypuścić go, ojciec jak zwykle sprawę olał, więc zadzwoniła do mnie, wstyd jej było cholernie, dlatego błagała żeby nie mówić nic Tobie, ja z początku nie chciałem się zgodzić, ale Kevin do mnie zadzwonił, i błagał, żebym go wyciągnął z tej dziury, więc wsiadłem w pierwszy lepszy pociąg, i pojechałem. Miałem wrócić zaraz, więc nie dzwoniłem ani nie pisałem, ale kiedy dotarłem na miejsce, zabrałem Kevina i pojechaliśmy do matki, on zaczął świrować, nie chciał z nią jechać. Nie chciał zostawiać Juliet samej, on ją kocha. A ona kiedy się dowiedziała, że on być może wyjedzie, nałykała się jakichś proszków, i trafiła do szpitala. Matka się zabrała i pojechała, a ja musiałem zostać. Wspólnie z Kevinem doszliśmy do wniosku, że on i Juliec przyjadą do Nas na święta, a co będzie z nimi później się zobaczy. Wiem, że zostałem opiekunem Kevina, i w pewnym sensie Juliet, bo jej rodzice zginęli bardzo dawno, a opiekowala się nią babcia, która niedawno trafiła do hospicjum.
Patrzyłam na niego, z współczuciem. Cała moja złość którą jeszcze rano żywiłam, odparowała. Nie zastanawiając się wiele, przytuliłam go. Czułam, że tego Nam było trzeba obojgu. Ale był jeszcze jeden mały problemik:
- Tylko kochanie, mamy mały problemik- powiedzialam
- Jaki? - wystraszył się Eddie- Chcesz mnie rzucić, poznałaś kogos, nie chcesz miec mojej rodziny na glowie?
- Jesteś idiotą- powiedziałam, i trzepnęłam chłopaka w głowę- nic z tych rzeczy, kocham Cię debilu, i nawet o takich rzeczach nie myśl
- Więc o co chodzi?- spytał zdziwiony
- Oni mają spać razem? - powiedziała
- Aaaaaa- uśmiechnął się Eddie
- Nie, nie, nie, nie o to mi chodzi, w pokojach na górze jest tylko jedna mała kanapa, nawet jeśli chcieliby spać razem, to będzie im totalnie niewygodnie. Nie będę bawiła się w ciotkę przyzwoitkę, mają już ponad 18 lat, więc niech robią co chcą, ale musimy pojechać jutro na zakupy, i kupić im łóżko. - powiedziałam
- A wiesz co, niech śpią dzisiaj u Nas w sypialni, a my spędzimy sobie miły wieczór tutaj, w salonie, mamy sofę rozkładaną, i z tego co pamiętam, to za mała ona nie jest. - uśmiechnął się zalotnie chłopak
- Kochanie, czy Ty coś proponujesz? - popatrzyłam na niego ze udawanym zdziwnieniem
- Musimy się nacieszyć sobą, długo się nie widzieliśmy- powiedział i mnie pocałował.
- Dobra, dobra, ale najpierw to muszę iśc im powiedzieć, żeby poszli do Naszej sypialni.- powiedziałam i wstałam. Jak już załatwiłam co miałam załatwić, to coś mnie tknęło, i poszła jeszcze do łazienki. Od tych moich problemów z żołądkiem, chodziła mi po głowie jedna myśl, mianowicie ciążą, Tak dla pewności, postanowiłam zrobić test, i wyszedł pozytywnie. Popłakałam się, ale ze szczęścia. Test schowałam, a sama udałam się do salonu, tam już czekał mój chłopak, sofa była już rozłożona, pościel przygotowana, a Eddie siedział, i otwierał wino. Postanowiłam nie zwlekać, i od razu mu powiedziałam, że nie chcę pić, miałam ochotę, ale nie mogłam. On popatrzył na mnie pytająco.
- Co Ty znowu wymyśliłaś?
- Ja ? Nic. Razem wymyśliliśmy. - powiedziałam uśmiechając się.
- Ja też? Niby co?- nie wiedział nadal co mu próbuję przekazać
- Coś, przez co dłuugo nie będę mogła się upić- powiedziałam, i uśmiechnęłam się do niego. Był w lekkim szoku, ale chyba docierało to do niego
- Tak?- zapytał
- Tak, tak, tak, tak, tak ! - prawie, że krzyknęłam
Podszedł do mnie, podniósł mnie do góry, i zaczął się kręcić. Tak bardzo się cieszyliśmy. Położyliśmy się na łóżko, cały czas przytuleni, zaczęliśmy się całować, ale Eddie w pewnym momencie przestał
- No to musimy teraz popracować, żebyśmy mieli pięknego dzidziusia- Powiedział, i w jednym momencie leżał na mnie. Ta noc zleciała Nam bardzo szybko, rano obudziliśmy się, ale wiedzieliśmy, że ta cudowna wiadomość nie była snem, a prawdą. Przed nami zapowiada się sielankowe życie, i jeszcze nie raz o tym usłyszycie...a raczej przeczytacie, bo chciałam tylko Wam powiedzieć, kochani czytelnicy, że mam zamiar wrócić, albo inaczej, chcę wznowić pisanie opowiadań. <3
P.s. poleccie w komentarzach jakies blogi o peddie ktore sa pisane aktualnie ;)
Jeszcze raz, wesołych świąt
~Amanda
wtorek, 9 września 2014
Przepraszam.
Przepraszam, to jedyne co mogę Wam powiedzieć. Zabrakło mi czasu, żeby napisać ten rozdział. Jedynym moim wytłumaczeniem jest, fakt, że jestem w nowej szkole, i całą swoją energię i zaangażowanie musiałam temu poświęcić. Sytuacje mam już ustabilizowaną, więc mogę się zabrać, za rozdział, ale pytanie, czy chcecie? <3
Decyzja należy do Was.
~Amanda <3
Decyzja należy do Was.
~Amanda <3
Subskrybuj:
Posty (Atom)



