środa, 31 lipca 2013

Informacja, podziękowania i kontakt.


Cześć kochani ! Chciałabym powiedzieć, że ostatni rozdział przed moją przerwą pojawi się jutro ;)

Ale piszę w innej sprawie, otóż, Rita, która jeszcze nie dodała żadnego opowiadania, na razie nie bd dodawała nic, związane to jest z jej małymi problemami prywatnymi. 

Zauważyłam też, że dużo osób zaczęło czytać nasze opowiadania, zarówno "Zakręcone perypetie Peddie" jak i "Zbuntowaną Patricię" i wszystkim serdecznie dziękujemy ! 

W razie pytań czy coś kontakt do nas:


Amanda - klarka519@gmail.com


Tryśka - kajamaj99@gmail.com 

Postaramy się odpisywać jak najszybciej się da !

Pozdrowionka kochani ! 



~Amanda



Część 8
„ Zbuntowana Patricia”
Obudziłam się na kanapie w domu And’a . Swoją droga co za rodzice zostawiają go samego w domu na bóg wie ile, a potem go biją.
- Cześć Gaduło- przywitał mnie Eddie
- Cześć… o czymś powinnam wiedzieć
- Nie…- zaczął udawać, że nie wie o co pytam
- Co ja tu robię?
- Twoi rodzice, myślą, że śpisz u Nicol, a tak serio to śpisz tutaj
- Co ty tu robisz?- grałam z nim w 100 pytań
- Pilnuje cię
- Po co?
- Bo ty Gaduło jesteś nie obliczalna
- Dobra, a tak na poważnie, co się wczoraj stało ?
-Nic, Tańczyłaś
- Ja nie tańczę- zaprotestowałam
- Ze mną tańczyłaś, byłaś taka dziewczęca, słodka ii… zalana – Byłam zła na siebie miałam go unikać, a nie z nim TAŃCZYĆ. Chciałam usiąść, ale jakieś kable mi przeszkodziły, trochę mi zajęło, zanim zrozumiałam, że to nie były żadne kable tylko rurki od kroplówki. Przestraszyłam się!
- Co się stało!?
- Zemdlałaś, zawiozłem cię do szpitala i tam ci to przyczepili. Gaduło wzięłaś o jedna tabletkę za dużo.- Teraz to dopiero byłam zła na siebie. Miałabym nigdy nie doprowadzić się do takiego stanu, miał się kontrolować, było mi wstyd, wyszłam na zbuntowaną ćpunkę.
- Moi rodzice wiedzą?
- Nie- Eddie odpowiadał cierpliwie na moje pytania
- Przepraszam- powiedziałam cicho nie wiedząc kogo przepraszam chyba sama siebie, było mi okropnie wstyd. Znów popełniłam kolejny błąd życiowy. Eddie siedzący do tej pory odwrócony do mnie tyłem teraz wziął moja twarz w ręce i spojrzał głęboko
- Nigdy, rozumiesz, Nigdy więcej nie bierz tego gówna! Przyrzeknij mi to !!
- Przyrzekam !
- Nie wierzę ci
- Naprawdę nigdy więcej, przyrzekam, a moje słowo jest cenniejsze niż fosa- Przytulił mnie.

Przez kolejne miesiące pomagał mi w pokonaniu głodu, zrozumiałam, że narkotyki nic nie pomogą, miałam nadzieje, a wręcz byłam pewną, że w Domu Anubisa wszystko się zmieni, że będę szczęśliwa. Andres nigdy więcej nie namawiał mnie na narkotyki, gdy zrozumiał, że mógł mnie zabić, a nie pomóc to pojechał do specjalnej kliniki.
Miesiące mijały jak szalone, mimo, że broniła się jak mogłam to i tak zbliżyliśmy się z Eddie. Polubiłam go wręcz pokochałam, ale na pewno z nim nie będę, z nikim nigdy nie będę, to jest tak samo pewne jak to, że nigdy więcej nie wezmę narkotyków, mimo, że czułam się po nich wspaniale, to jednak wolę żyć, nie będę ryzykować.

Nadszedł wrzesień i pierwszy dzień w nowej szkole. Akademik nie wyglądał najgorzej, ale jakieś rewelacji nie było. Szybko poznałam swoich współlokatorów. Najbardziej polubiłam Joy i Trudy. Trudy to nasza opiekunka, sprzątaczka, kucharka jest każdym w tym Domu. 
K.T po zerwaniu z Eddiem była na mnie strasznie wściekła i się do mnie nie odzywała, nie wiem w sumie dlaczego, ale mam to gdzieś niech się obraża.
Mieszkałam w pokoju z Joy, Nina z Amber, Alfie z Jerome, Eddie z Fabianem, Mara z K.T, a willow sama. Nina i Fabian są razem podobnie jak Jerome i mara.
Joy wyszła do szkoły, a ja w spokoju sama rozpakowywałam się
- Część Gaduło- przewróciłam oczami i powiedziałam
- Cześć skunksie- Eddie zauważył na moim łóżku pierścień, który znaleźliśmy w ognisku
- Po co ty tu to przywlekłaś?- rzucił się na niego i zaczął mi nim machać przed twarzą
- Uspokój się, wolałbyś, żeby moi rodźcie go znaleźli, tak to mam go przy sobie i wiem, że jest bezpieczny- Chciałam żeby przestał mi nim machać przed oczami więc wyciągnęłam rękę w stronę zabawki. Eddie odskoczył jak poparzony, zachowywał się dziwnie
- Nie pamiętasz co się stało gdy go oboje dotykamy!!- wyjawił mi powód swojego zachowania. Siedziałam na łóżku i ze zdziwieniem na niego patrzyłam.- Nikt o tym ma nie wiedzieć zrozumiałaś !
- Nie będziesz mi rozkazywał!- wkurzyłam się i stanęłam naprzeciwko niego
- Bo co?!- zaczął się wywyższać, wkurzył się tym, że wzięłam ten pierścionek ze sobą.
- Dawaj go! –Zażądałam on posłusznie rzucił mi go w moją stronę. Nie chciał ryzykować, że znowu kogoś ogłuszymy. – Dziękuje, do widzenia- Otworzyłam mu drzwi, on trochę zdziwiony wykonał moje polecenie. Byłam wściekła. Mi się nie rozkazuje i na mnie się głosu nie podnosi.
W jadalni każdy był zajęty sobą.
Fabian i Nina ćwierkali na kanapie, Jerome i Alfie knuli coś na uboczu, Amber i Willow rozmawiały zapewne o ciuchach, a pozostali łącznie ze mną oglądali plan Mary dotyczący zarobienia na wycieczkę integracyjną.
- Wycieczkę, to jest żałosne – skomentowałam i usiadłam przy stole próbując w spokoju skonsumować śniadanie.
- żałosne jest to jaka ty jesteś aspołeczna- Powiedział Eddie siadając obok mnie
- Pytałam Victora nie ma nic przeciwko, tylko pieniądze sami sobie załatwiamy-  Wtrąciła się Mara
- Żałosny to ty jesteś – powiedziałam do Eddiego
- Patricia ma racje, gdzie lepiej się poznamy niż w DA- Broniła mnie Joy
- Haa!- krzyknęłam Eddiemu w twarz, on to zignorował i zaczął smarować kanapkę dżemem 
-Ale dzień wolny od szkoły dobrze nam zrobi- Skomentował Alfie
- Haa!- Krzyknął Eddie, wskazując na mnie łyżeczka po dżemie, z której pod wpływem siły w jaką wprowadził ją chłopak wyleciał dżem, prosto na moją twarz. Publika zamilkła. Uderzył rękami o stół wyrażając swoją dezaprobatę, a winowajca wydusił z siebie żałosne „ oo”
Wkurzyłam się, chwyciłam dzban z mlekiem i wylałam na niego mówiąc słodkie „ uups”
Publika zaczęła się śmiać, a Trudy złapała się za głowę. Wkurzona poszłam do swojego pokoju się przebrać ignorując wszystkich.
Cdn.!!
Przepraszam za tą nie zapowiedzianą przerwę. Miałam mały kryzys w głowie, który nawiasem mówiąc jeszcze nie rozwiązałam. Jednak miłość do pisania pokona każdego doła



Zapraszam do czytania, komentowania i polecania naszego bloga.
Pozdro :D

wtorek, 30 lipca 2013

Zakręcone perypetie Peddie cz.17

Patricia
- Eddie kto to może być ? – zapytałam mojego chłopaka
- Nie mam pojęcia, sprawdzamy ? – zapytał
- Nie, chcę ten dzień spędzić z Tobą, nie będziemy się dziś z nikim kontaktować- powiedziałam
- Ooooo, trzeba było tak mówić od razu- powiedział chłopak po czym zaczął mnie całować, objął mnie w pasie, obrócił się tak, że znalazłam się pod nim, ściągnęłam mu koszulkę, on mnie pozbawił ciuchów, byliśmy rozpaleni i podnieceni i już całkiem nadzy. Czułam się świetnie. Ten chłopak tak namieszał w mojej głowie, nie musiał kupować mi żadnych prezentów, wystarczyło mi, że był tu ze mną, że był przy mnie.
Eddie
Ranek minął nam wyśmienicie, po wyjściu z sypialni, poszedłem się wykąpać, Pat również, tyle, że ona był wolniejsza. Postanowiłem odwdzięczyć się za miły poranek, i przygotować niespodziankę, zamówiłem śniadanie, głównie składało się z owoców i ciemnych tostów. Ulubione przysmaki Patrici. Do tego sok pomarańczowy, i voila. Gdy wyszła z łazienki, przebrała się, wyglądała pięknie, i jak sexownie. Miała na sobie granatową sukienkę bez szelek i na to cienki sweterek. Było tak gorąco, że obeszło się by bez swetra. Weszła do salonu, i patrząc na stół uśmiechnęła się, stałem z drzwiach, nie widziała mnie.
- Kocham Cię, wiesz?!- powiedziała
- Nie wiedziałem, ale już wiem, po dzisiejszym ranku, i twoim wyznaniu – powiedziałem i uśmiechnąłem się. Ona zrobiła to samo.
Patricia
Kocham ten jego łobuzerski uśmiech. Tonę w jego oczach jak na niego patrzę, chciałabym go mieć codziennie przy sobie. Zaczęliśmy zajadać się pysznościami, które przygotował Eddie, rozmawialiśmy  głownie o naszych planach na dzisiejszy dzień. Nagle przerwał nam mój telefon, Eddie za wszelką cenę nie chciał, żebym odebrała. Zabrał mi telefon, i zaczął mnie całować, dzwonek ucichł, a ja odpłynęłam w jego pocałunkach. Lecz po chwili po raz kolejny odezwał się dźwięk przychodzącego połączenia. Musiałam odebrać, sprawdziłam- była to Joy. Oddzwoniłam, powiedziała, że jest też w Australii, bo również idzie na ślub Thomasa i Any. Powiedziałam jej, że jestem w hotelu z Eddiem, i uzgodniłyśmy, że spotkamy się wieczorem. Joy mogłam ufać, wiedziałam, że nikomu nie powie. Zaplanowaliśmy z Eddiem że pójdziemy pozwiedzać, na południe wrócimy do hotelu, bo straszny upał, a później na spotkanie z Joy i może do kina. Wyszliśmy pooglądać miasto, było piękne. Zrobiliśmy masę zdjęć,  odwiedziliśmy jakiś park rozrywki następnie wróciliśmy do hotelu. Uderzyliśmy prosto pod prysznic, odświeżyć się, i przede wszystkim ochłodzić, a następnie do restauracji na jakiś obiad. Po obiedzie stwierdziliśmy, że chcemy się przespać, byliśmy zmęczeni. Zasnęliśmy, wszystko byłoby super, gdyby nie to, że ktoś zapukał znowu do drzwi, jednak teraz Eddie otworzył. Była to Joy z małym chłopcem. Był to jej siostrzeniec. Zaprosiłam Joy do sypialni, żebyśmy mogły spokojnie porozmawiać, a Eddiego zajęłyśmy opieką nad małym Timem. O dziwo, bawili się fantastycznie, mały bardzo polubił Eddiego, nawet powiedział mu, że chciałby mieć takiego tatę lub brata jak on. Joy opowiadała mi, że z Niną jest trochę niedobrze, jej ciąża jest zagrożona, i boją się o nią, być może to za wcześnie, natomiast Amber nie ma problemów, tylko jej ojciec jest trochę niezadowolony z tego faktu. Uważa że jest za młoda, i miałaby jeszcze czas. Joy poszła trochę późno, więc nie wybraliśmy się z Eddiem do kina. Usiedliśmy na balkonie i oglądaliśmy gwiazdy, rozmawialiśmy
-Widziałam, że świetnie dogadywałeś się z Timem, polubił Cię bardzo- powiedziałam
- Jest bardzo fajny, ja też go lubię- odparł Eddie
Zamyślił się, patrzył przed siebie, i nie reagował na moje gadanie.
- Eddie czy ty mnie w ogóle słuchasz? –zapytałam zdenerwowana
- Tak tak, a coś mówiłaś?- zapytał
- Nie nic wiesz.- powiedziałam ,wstałam i weszłam do pokoju. Stanęłam przy szafce, na której były nasze zdjęcia, Eddie chciał kilka mieć na papierze więc jej wywołał. Nagle poczułam, czyjeś ręce które obejmują mnie na brzuchu, był to Eddie, poczułam jego gorące usta na mojej szyi, przesuwał się z pocałunkami w stronę ust. Czułam miłe dreszcze na całym ciele, opanowała mnie fala przyjemnego ciepła. Zatopiliśmy się w pocałunku, który Eddie przerwał:
- Chciałbym Cię mieć częściej tylko dla siebie, stęskniłem się, pół dnia spędziłaś z Joy
- Ale my przed sobą mamy całą noc, chyba nie spędzę jej z Joy.- powiedziałam
- Na pewno nie. Spędzisz ją tylko ze mną- powiedział po czym wziął mnie na ręcę, oplotłam nogi wogół niego, żeby było mu wygodniej. Kierował się ze mną do sypialni, zgasiliśmy światła, świeciły się tylko małe świeczki. Cdn..

~Amanda

niedziela, 28 lipca 2013

Informacja


Cześć kochani.

 Chciałam wam ogłosić że mam przymusową przerwę. Od środy (tj. 31.07.) nie będzie opowiadań. Wiąże się to z tym, że wyjeżdżam na wakacje. Następne części "Zakręcone perypetie Peddie" będą dopiero po 13 sierpnia.

 Postaram się najbliższe opowiadania przed wyjazdem napisać trochę dłuższe.

 Trzymajcie się i nie zapomnijcie o naszym blogu!

 Czytajcie też opowiadania Tryśki pt. "Zbuntowana Patricia".

 Wszystkim życzę również udanych, i fajnie spędzonych wakacji.

~Amanda

Zakręcone perypetie Peddie cz. 16

Patricia (dzień wyjazdu na wesele)
Nie mogę uwierzyć, że to już dziś lecimy do mojego brata na ślub. Tak szybko te 2 tygodnie zleciało. Cieszę się że Eddie jedzie ze mną. Wydaje mi się, że relacja między nami jest coraz lepsza, nie kłócimy się prawie w ogólne, wiadomo, zdarzają się nam małe sprzeczki, ale szybko dochodzimy do porozumienia. Kupiłam sobie śliczną sukienkę, jestem bardzo zadowolona z całej stylówy na tę rodzinną imprezę, Eddie pomagał mi wybierać, zdałam się na jego gust, bo mu się bardzo podobało. Postanowiłam się spakować, gdy to skończyłam przyszedł Eddie i pojechaliśmy taxówką na lotnisko.

Eddie
Patricia będzie wyglądała cudownie na ślubie swojego brata, w końcu to ja pomagałem jej wybrać kreację. Cieszę się, że nam się układa, szykuje się nam kolejna impreza, moje urodziny, chcę je spędzić z Patricią. Poszliśmy na odprawę, później czekaliśmy w poczekalni na autobus, który nas zabierze pod samolot. Przypomniało mi się wydarzenie z przed ostatnich kilku miesięcy. Siedziałem na tym samym miejscu, lecz miałem tylko zdjęcie Pat i złamane serce. Objąłem ją ramieniem.
Patricia
Zajęliśmy swoje miejsca w samolocie, oczywiście wtuliłam się w Eddiego gdy startowaliśmy, nie umiem przezwyciężyć tego strachu. Tak samo jest z lądowaniem. Na szczęście mój chłopak mnie rozumiał, przytulił mnie, od razu poczułam się bezpiecznie. Zawsze się tak czuję, gdy on jest ze mną, myślę ciągle nad niespodzianką jaką mu przygotujemy wraz z przyjaciółmi na osiemnastkę. Będzie rozjebunda, na pewno. Lecieliśmy sporo czasu, zdążyłam się zdrzemnąć, napić i pogadać z Eddiem. Nie miałam ochoty jeść. Na szczęście nie jestem w ciąży. Cieszę się, to jednak za wcześnie, ale za 3-4 lata pomyślimy z Eddiem nad tym, na razie skupiamy się na skończeniu szkoły. Potem zapewne nad jakimś kątem dla nas. Wszystko w odpowiednim czasie. Kiedy wylądowaliśmy, odebraliśmy walizki, i pojechaliśmy do hotelu. Co prawda mój brat ma duży dom, ale jeszcze moi rodzice tam będą, nie czułabym się komfortowo, gdyby patrzyli co robimy z Eddiem, nie obeszło by się na pewno bez komentarzy nad tym, że śpimy razem. Dostaliśmy piękny pokój z balkonem, dwiema łazienkami, ogromną sypialnią, i pięknym dużym salonem połączonym z kuchnią i jadalnią. Nie wiem jak mój blondyn, ale ja byłam zachwycona. Poszłam się odświeżyć, Eddie tak samo, później postanowiliśmy, że odpoczniemy trochę, wszyscy myśleli, że będziemy dopiero za 2 dni. Mieliśmy czas tylko dla siebie. Eddie chciał odwiedzić kuzyna i kumpli, a ja koleżankę, i brata. Ale to dopiero jutro. Dziś mieliśmy czas do wykorzystania w miłym swoim towarzystwie.
- Eddie dostałam właśnie wiadomość od Amber i Niny, nie zgadniesz co się stało- powiedziałam po tym jak odczytałam wiadomości
- I tu Cię zaskoczę, są w ciąży- powiedział Eddie
- A miałeś tego nie zgadnąć, skąd wiesz – zaptałam
- Fabian- powiedzieliśmy równocześnie
- Alfie jest w szoku- powiedział Eddie po czym zamknął mi laptopa, objął w pasie i usiedliśmy na łóżku.
- Nam się nie udało- powiedziałam- moje najlepsze przyjaciółki czekają na dzieci
- A chcieliśmy- zapytał Eddie, chciałam coś powiedzieć, ale nie dał mi zacząć,
- Jak będziemy chcieli to będziemy mieć wielką gromadkę ślicznych dzieciaków.
- Tak?- zapytałam
- Tak, kochanie. Jak będziemy chcieli to tak.
- Cieszę się, że Cię mam- powiedziałam

- Ja też się cieszę, że jesteś przy mnie- powiedział i mnie pocałował, tak delikatnie, ale za razem namiętnie i cudownie. Zmęczeni po podróży, zasnęliśmy. Rano obudziło nas pukanie do drzwi. Nie wiedzieliśmy kto to, bo nikt nie wiedział  gdzie jesteśmy. Cdn.




Strasznie, ogromne wam dziękuję za komentarze pod ostatnim rozdziałem. Było ich aż 11 Pozdrawiam wszystkich. Kreacja Patrici pojawi się w następnym rozdziale, który pojawi się jutro wieczorem. Za wczorajszą nieobecność przepraszam.
~Amanda

piątek, 26 lipca 2013

Zakręcone perypetie Peddie cz.15

Patricia
- Eddie ja się boję do cholery lądowania, na następny raz jedziemy pociągiem – powiedziała Pat
- Nie bój, jestem przy tobie, i nie pojedziemy pociągiem bo to za długo i męcząco – odparłem jej
- To Ty polecisz, a ja pojadę, a jak mnie napadną to będziesz się martwił – powiedziała
Zaczęło się, Patricia jak się boi, zaczyna strasznie dogryzać wszystkim w koło. Czasem nawet grozi, albo mówi rzeczy, których na co dzień nie powiedziałaby nikomu. Zdarza się. Przytuliłem ją i jakoś to zniosła. Wydawało się, że koniec jej humorów, ale to był dopiero początek. Kilka minut później, znów się rzucała, bo jej walizka nie dotarła na czas, i musiała czekać, później przy taksówce, która nam uciekła, chociaż ona ją zamawiała, ja dostałem, na koniec jeszcze deszcz, który nam towarzyszył, była zła bo miała mokre włosy. Zaczynało mnie to irytować, postanowiłem ją przywołać do normalności
- Co w ciebie dzisiaj wstąpiło, jesteś mega wkurzona na wszystko i wszystkich, a szczególnie wydaje mi się że na mnie- powiedziałem

- To Ci się wydaje, ale jestem zła na wszystko, bo całość ogólne się pieprzy, to nie tak miało być- wykrzyczała i uciekła do domu, postanowiłem nie wywoływać kolejnej burzy i udałem się do swojego domu. Od progu rzucili się na mnie moi bliscy, stęskniłem się za nimi, za domem. Poszedłem się rozpakować, i spać. Jednak nie dane mi było zasnąć, bo myślałem o zachowaniu Patrici, nigdy wcześniej taka nie była, nie zdarzały się jej takie ‘humory’, w pewnym momencie się przestraszyłem, pomyślałem o ostatniej nocy, o tym co się działo, i o tym, że może jej wahania nastrojów są związane z tym, że być może jest w ciąży. Nie chodzi o to, że nie chcę mieć dziecka, chcę, i to z Pat, ale nie teraz, to chyba trochę za wcześnie, ona jest za młoda ja też, pierwsze musimy jakoś się ustawić w życiu, a następnie myśleć o rodzinie. Nie zwlekając na nic ubrałem bluzę i poszedłem do domu państwa Williamson.
Patricia
Dziwnym trafem wszystko mnie dzisiaj wkurzało, sama nie wiedziałam dlaczego, no i jeszcze ta moja kłótnia z Eddiem, nie miałam kontroli nad tym co mówię i komu. Było mi przykro, bo naskoczyłam na niego bez powodu, już miałam do niego zadzwonić, ale zadzwonił dzwonek do drzwi, podeszłam otworzyć, zobaczyłam w nich Eddiego, co on tu robił.
- Cześć, możemy pogadać ?- zapytał
- Tak jasne, wejdź do środka – zaprosiłam go
- Nie, wolałbym się przejść, to trochę delikatna sprawa, i wolałbym, żebyśmy byli sami- powiedział
- Eddie co się stało, co ty do mnie mówisz? – przestraszyłam się. Pewnie chce ze mną zerwać, przez to moje dzisiejsze nienormalne zachowanie. A może, coś się stało, może wyjeżdża i mnie zostawia. Setki czarnych myśli chodziło mi po głowie, nie znałam odpowiedzi, poszliśmy do kawiarni, na szczęśce nie było prawie nikogo, usiedliśmy w rogu, przy stoliku, zamówiliśmy herbatę, i Eddie zaczął rozmowę
- Wiem, że to dziwne, że to ja o tym mówię, ale myślę, że powinniśmy- chciał powiedzieć, ale nie dałam mu
- Tak, wiem, chcesz ze mną zerwać, za moje chamstwo, przepraszam, poniosło mnie, nie panowałam nad tym, byłam zmęczona przestraszona, ale nie chciałam nic powiedzieć, co by zawahało na mojej relacji z tobą, kocham Cię, jak nikogo innego nigdy, i nie potrafiłabym bez Ciebie żyć, jesteś moja prawdziwą pierwszą i mam nadzieję, że ostatnią miłością, z tobą chciałabym założyć rodzinę, i spędzić resztę życia- powiedziałam, chciał coś powiedzieć, ale mu znowu przerwałam, miałam łzy w oczach- ale jeśli chcesz ze mną zerwać, to trudno, zrozumiem i postaram się nie obwiniać nikogo o to prócz , ,mnie- skończyłam, a łzy mimowolnie zaczęły mi lać się po policzkach. Eddie złapał moją rękę, po czym otarł mi łzy, i powiedział.
Eddie
- Nigdy bym z Toba nie zerwał i to jeszcze za takie coś, każdy ma czasem gorszy dzień, ale chciałem porozmawiać z Toba o czymś zupełnie innym, chodzi mi o to, zastanawiałem się, że może po ostatniej nocy, może to wahania nastrojów, no wiesz są oznakami ciąży
- Nie Eddie, myślę, że nie jestem w ciąży, mam taką nadzieję, jednak wszystko wskazuje inaczej, ja rozumiem, że może ty nie chcesz mieć jeszcze dzieci, ale- teraz to ja nie dałem jej powiedzieć.


- Chcę mieć z Tobą rodzinę, dzieci, i dom i psa.. i może niekoniecznie psa, bo nie lubię zapachu sierści, ale jestem pewny, że chcę z Tobą być, i teraz i później. Tylko wydaje mi się, że to trochę za wcześnie, ale jeśli tak się stało, że jesteś w ciąży, to spokojnie, nie zostawię Cię. Uśmiechnęła się, i mnie pocałowała.Obiecała że uda się do lekarza, dopiliśmy herbatę, i poszliśmy do galerii bo Pat chciała kupić sobie sukienkę, za 2 tygodnie wyjeżdżamy na wesele jej brata cdn..

Dziękuję tym, którzy skomentowali moją 14 część opowiadania, kocham was ludzie, pozdroo<3 Postanowiłam trochę przedłużyć opowiadanie, więc nie wiem dokładnie ile jeszcze będzie części 1 sezonu.
~Amanda
Część 7
„ Zbuntowana Patricia”
- Schowałaś nasze znalezisko ?- zapytał Eddie wykorzystując moment,gdy po K.T przyjechali rodzice, a on spokojnie mógł mnie odprowadzić.
- Nasze?
- Dobra…Schowałaś?
- Tak – odpowiedziała słodko i zarazem sarkastycznie
- To dobrze
- Nie ciekawi cię to?- Dopytywałam
- Co ?
- Skąd się to wzięło, jak to działa, dlaczego my tak na nie działamy?
- Na razie wiem, że to krzywdzi ludzi i wole tego nie używać- Zakończył rozmowę, a ja sama bałam się w to pogłębiać wolałam to zignorować i schować głęboko do szafy

Wróciłam do domu i znów awantura – dowiedzieli się, że oblałam Andresa. Krzyczeli na mnie tak, że się popłakałam, bo oni widzą tylko winne po mojej stronie, gdyby mnie słuchali, gdyby mi wierzyli to może bym im powiedziała o narkotykach, ale oni nie chcą   mnie znać.
Płakałam w pokoju, kiedy odkryłam, że w kieszeni mam tabletki z napisem „ W razie gdybyś miała gorszy dzień”. Dziś był ten gorszy dzień. Przypomniałam sobie jak czułam, się na haju, jak dobrze czasem zapomnieć o wszystkim i pośmiać się z własnych potknięć jak idiotka.
Zatęskniłam za tym uczuciem i wzięłam prezent od przyjaciela.
Przez ostatni czas nie rozstawałam się z moimi małymi pocieszycielami. Brałam pół tabletki i było mi naprawdę dobrze. Często po lekcjach szłam z Andresem, on mi je dawał za darmo, oczywiście przy tym wszystkim była też nasza parka (oni nie brali, tylko ja i Andres). 
Często się kłóciłam z Eddiem, ale nie tak bardzo jak on z K.T. Nie było dnia i godziny kiedy nie dochodziło do kłótni, nigdy nie widziałam jak się całują i jak trzymają się za rękę.Ich związek najwyraźniej przechodził kryzys.
 Starałam się trzymać od Eddiego jak najdalej, bałam się, że się zakocham w jego uśmiechu, oczach, słowach…Przestań Patricia przestań !
Nie byłam gotowa na związek, bałam się tego. Mimo, że ciągle go obrażałam on był taki wspaniały. Wiele z nim się śmiałam, był podobny do mnie, do tej nie zbuntowanej wersji. Poznałam go chyba na wylot. Dobrze się z nim czułam.
Pewnego razu byłam świadkiem ich kłótni.
- Jesteś debilem – Wykrzyknęła K.T
- Ja? To ty robisz wszędzie zadymę… Wiesz co cały czas się kłócimy mam cię dosyć… Z nami KONIEC!- powiedział wkurzony Eddie
- Pożałujesz tego!!- powiedziała i wyszła obrażona K.T. Byliśmy wtedy u Andresa, bo często ma wolną chatę.  
- No to pięknie… Jesteś wolny stary ! – powiedział żeby rozluźnić napięcie Andres jednak nikt się nie śmiał- tsaa popilnujecie mi chaty, przyjechał gościu z towarem muszę iść go odebrać, jakby moi starzy wrócili to mnie kryjcie – dopowiedział i wyszedł zostawiając nas samych. Chciałam wyjść, ale Eddie mnie zatrzymał. Przez jakąś godzinę oglądaliśmy romanse, śmialiśmy się i dobrze się bawiliśmy. Znów się przestraszyłam, że za bardzo się do niego zbliżę. Bardzo bym tego chciała, ale się tego boję. Mimo, że było mi przy nim dobrze, chciałam jak najszybciej uciec stąd.
- Długo będziesz ćpać?- zapytał przerażająco poważnie. Nigdy nie wchodziliśmy na tematy gustu, a tym bardziej narkotyków on trzymał się od tego z daleka, a mi było trochę wstyd. Nigdy mu o mnie nie mówiłam, o moich problemach, za bardzo się wstydziła
- W Domu Anubisa na pewno z tym skończę, po za tym nie będzie tam Andresa- powiedziałam pół żartem 
- Uważaj na Andresa on nie jest święty- komu jak komu, ale Andres był jedynym człowiekiem, któremu ufałam, czułam, że tylko on mnie rozumie- Po co ty w ogóle bierzesz?- zapytał
- Mam swoje powody, Andres też ma, wszyscy, którzy biorą mają swoje powody- poczułam potrzebę bronienia wszystkich narkomanów
- To cię niszczy!
- To mi pomaga. To jest taka ulga, wakacje od problemów, nie zrozumiesz tego, po za tym nie masz o co się wściekać, biorę legalną dawkę!
- Dla osoby z depresją!- podniósł głos
- Gdybyś był na moim miejscu też byś miał depresje- krzyknęłam, a z oczu popłynęły łzy
- Co jest?- zapytał opiekuńczo
- Nie chce o tym gadać- tylko Andres znał prawdę. Eddie mnie przytulił. Poczułam się bezpieczna. Było mi miło, ta chwila trwała dość długo, a mimo to prosiłam, żeby nigdy się nie skończyła. Eddie popatrzył na mnie chwilę, a potem chciał mnie pocałować- przestraszyłam się i jak poparzona odwróciłam głowę, zdezorientowany Eddie zatrzymał się, a po chwili pocałował mnie w czoło. Pewnie pomyślała, że pocałowanie mnie zaraz potym jak zerwał z K.T był niestosowny, ale mi to nie przeszkadzało, po prostu boje się związków.
- helo ludzie już jestem, coś się stało ?- Wrócił Andres, zapadła niezręczna cisza, a ja żeby ją zabić powiedziałam:
- Idziemy się gdzieś zabawić?
- A twoi rodzice cię puszczą?- zapytał And rozpakowując towar
- Od kiedy postanowili mnie przenieść do akademika już się tak nie pienią,  mówię im, że zrobili mi ogromną przykrość i muszę się pożegnać z przyjaciółmi. Oni to kupują!- odpowiedziałam
- OO chodź się pożegnać,  we wrześniu się nie zobaczymy- Przytuliłam go tak trochę dla jaj
- Jest grubo po północy!- powiedział Eddie
- No i co rodzice myślą, że nocuje u Nicol
- To niebezpieczne, nigdzie nie idziecie!
- Ktoś cię pytał o zdanie skunksie ?- Nie nawiedzę gdy ktoś mi rozkazuje, tym samym znów rozpoczęłam kłótnie
- Nie! Zabrakło ci pary w ustach, żeby mnie zapytać chyba po raz pierwszy w życiu prawda Gaduło 
- Ok, Co teraz wy będzie zrywać, związek, który nie istnieje- przerwał nam Andres
- Ja idę ty skunksie rób co chcesz!- Wyszłam razem z Andresem do jakiegoś klubu, zaczęłam myśleć o moim niedoszłym pocałunku, znów zaczęłam się zadręczać, znów miałam głowę pełną problemów, potrzebowałam większej dawki leków szczęścia.
Poczułam się tak samo jak na ognisko tylko tym razem przyzwyczajona, do tego dziwnego, ale fajnego stanu nie przewracałam się po chwila, tylko bawiłam się na całego w klubie.

CDN!!