wtorek, 6 października 2015

Rozdział 2

Patricia;
Od wczoraj wciąż myślę o tym chłopaku, którego spotkałam na prawdę nie złe z niego nie złe ciacho było. Ale nic o nim nie wiem, nawet nie znam jego imienia, a wciąż o nim myślę. Ale to nie ważne, przecież i tak już nigdy więcej go nie zobaczę, ani nic. No, ale marzyć sobie można.
Nie mam ochoty, wciąż siedzieć w domu i się zamartwiać, więc wzięłam mojego kochanego pieska na smycz i poszłam z Sharry na spacer w miejsce, gdzie spotkałam tego chłopaka. Usiadłam sobie na ławce i puściłam Sharry ze smyczy. Siedziałam i myślałam o swojej przyszłości, niestety mój kochany rak z przed kilku lat, powrócił i znów jest złośliwy, ale ja nie mam ochoty się leczyć, nie chcę znowu przechodzić przez to wszystko, nie chcę znowu siedzieć w szpitalu i brać te leki i w ogóle.
Moje przemyślenia przerwał cień, przez który słońce nie mogło już do mnie dochodzić. Podniosłam lekko głowę i ujrzałam tego chłopaka, którego wczoraj spotkałam. Stał nade mną i się szeroko do mnie uśmiechał.
-Czego? - Spytałam ostro.
-Mogę się dosiąść? - Zapytał.
-Jak chcesz. - Powiedziałam, a on usiadł koło mnie.
-Jestem Eddie. - Powiedziała i się uśmiechnął.
-Patricia. - Powiedziałam.
-Co tak siedzisz sama? - Zaczął wypytywać.
-A co nie mogę? Pies gdzieś pobiegł to sobie siedzę i myślę.
-Aha, no oki.
-A ty, po co się do mnie dosiadłeś? Co nie masz przyjaciół?
-Mam i to bardzo dużo, ale mój pies lubi twojego psa i chciałem z tobą pogadać i wiesz, znam tu wszystkich, a ciebie jakoś nie kojarzę. Jesteś stąd?
-Powiedzmy, że jestem. Matko, nie znam ciebie, a gadam z tobą.
-No to się poznajmy.
-A ty co tak do każdej dziewczyny gadasz? - Zapytałam wstając.
-Tylko do tych najpiękniejszych. - Powiedział.
-Jesteś żałosny. Myślisz, że co będę tak jak każda dziewczyna i od razu rzucę ci się w ramiona po tym komplemencie?
-Wiesz to nie jest zły pomysł. - Powiedział i rozłożył ręce do przytulenia.
-Dupek z ciebie, ładny ale dupek. - Krzyknęłam.
-Ale ładny, hmmm... podobam ci się? - Zapytał i się na mnie popatrzył swoimi pięknymi zielonymi oczami.
-Nie podobasz! Nie schlebiaj sobie już tak.
-Oj, dobra tylko tak się drażnię. - Powiedział i zaczął się śmiać.
-Spadaj! Mam cię dosyć.
-Skoro tak , to pa. - Powiedział i się odwrócił. -Jutro o tej samej godzinie tutaj. - Powiedział jeszcze i sobie poszedł. Czyżby właśnie mi zaproponował spotkanie? Dziwne... ale miłe. Jest nawet fajny i mega przystojny.

P.S. - To tyle jak na dzisiaj.

Gaduła;*

czwartek, 14 maja 2015

See You later?

Chyba czas to powiedzieć, chociaż pewnie większość w żaden sposób się tym nie zainteresuje, ale moja przygoda z blogowaniem dobiega końca. Nie mam już kompletnie pomysłów, nie mam weny, czasu ani nawet w sumie chęci do pisania. Może to chwilowe, nwm, ale wiem jedno, że jak na razie żaden rozdział się nie pojawi, bo chociaż jakiś pomysł kreuje się w mojej głowie, nie mam jak go napisać. W moich rozmyśleniach dotyczących nie kontynuowania pisania utwierdza mnie fakt, że pod postami nie ma komentarzy. Nie do końca nie ma, tym co pisali, serdecznie dziękuję, daliście mi nadzieję, że może dam rade pisać, bo jak zapewne wiecie największą motywacją dla Nas blogerek są komentarze. Swiadczą one, że czytacie nasze posty, że czekacie na nasze posty. Nie podejmuje jeszcze ostatecznej decyzji, ale piszę ten post, ponieważ chcę żebyście wiedzieli. Chcę być z Wami szczera, nie chcę od tak, bez słowa porzucić pisanie, bez żadnego wytłumaczenia. TDA się skończyło, i chociaż był to najpiękniejszy serial i film, który na zawsze pozostanie w mojej pamięci to niestety to już nie powróci. Coś się kończy coś się zaczyna. Wierzyłam, że uda mi się nadal pisać, zachęcałam wszystkich do pisania, nie porzucania, ale niestety o się kiedyś stanie. Z wielkim smutkiem, ale muszę to powiedzieć, że na palcach u ręki można policzyć osoby które jeszcze piszą. A było ich tyle! Tyle blogów! Każdy z przepiękną historią! Gdzie one się podziały? Albo usunięto, albo ostatnie posty napisane ponad kilka miesięcy temu, albo nawet ponad rok temu. To o czymś świadczy. I chociaż za wszelką cenę chciałabym żeby pamięć o naszym cudownym peddie które wykreował nasz kochany HoA nie zniknęła, to jest to nieuniknione. Sama utwierdzam się w przekonaniu widząc blogi, które już nie działają. Ja nie mówę nie. Nie mówię, że już nie będę pisała, ale napewno nie teraz. Maj-czerwiec to czas najgorętszej nagonki ze strony nauczycieli. Nieustanne testy, sprawdziany, kartkówki, pytania, projekty, egzaminy i sama nie wiem co jeszcze. Do wakacji pozostało 43 dni od dzisiaj. Może po tym czasie mając duużo czasu wróce tutaj z kontynuacją "Zakręconych..." . Wiem jedno, na pewno decydując się pociągnąć nadal swoje pisanie, muszę pierwsze mieć wymyślony plan, którego będę się trzymać, i mieć napisane kilka rozdziałów w przód. Bez tego wiem, że nie dam rady, wiem to z własnego doświadczenia. Teraz się żegnam, i na pewno do końca maja rozdziału raczej nie dodam, ale nigdy nie mów nigdy, bo być może doznam nieoczekiwanego zastrzyku weny, i miliona pomysłów, i znajdę też trochę wolnego czasu... to wtedy zobaczycie tego efekty. Teraz mówię do napisania i trzymajcie się.
Amanda

sobota, 9 maja 2015

I się stało....

No i się stało.
Mój laptop odmówił posłuszeństwa. Jestem zmuszona pisać z tele. Nie jest to komfortowe na krótki post a co dopiero na rozdział. Najbardziej boli to ze w tym laptopie były rozdziały na przynajmniej jakieś 2 tygodnie. No nic... szczęścia to ja nie mam ale trudno. Mam do Was pytanie, możecie poczekać na rozdziały aż dostane laptop lub wrócę do domu (za jakiś tydzień) i będę miała inny urządzenia albo mogę jutro wieczorem opublikować zdjęcia z rozdziałów które napisze na papierze. Obie opcje są mi w zasadzie na rękę wiec decyzja należy do Was.
Amanda

poniedziałek, 4 maja 2015

Zakręcone perypetie Peddie po latach. Rozdział 2 cz.1




Siedzieliśmy na łóżku i rozmawialiśmy. Wyjaśniliśmy sobie wszystko, to było szczere, a takiej rozmowy Nam było potrzeba. Pat zasnęła oparta o mnie. Przykryłem ją kocem, a sam nie ruszałem się, nie mogłem spać bo za dużo się dzisiaj działo. Wróciłem sądząc że już nie mam u niej szans, a właśnie leżymy razem, pogodzeni. Zycie czasem potrafi być okropnie zaskakujące, ale takie niespodzianki mogę mieć. Nie wiem kiedy zasnąłem ale obudziło mnie słońce i zapach kawy. Otworzyłem delikatnie oczy i zobaczyłem na stoliku kawę, a obok siedziała Pat. Nie widziała mnie, bo siedziała tyłem. Miała na sobie tylko koszulkę, która służyła jej jako nocna koszula. Była na nią niestety za duża i opadała jej z ramienia. Patrzyłem na nią intensywnie. Zmieniła się. Wydoroślała, dojrzała. Jest piękną kobietą. Zauważyłem że na jej ramieniu pojawił się tatuaż z napisem "somebody lies". Czyżby moja buntowniczka miała jakiś problem. Domyślam się że to pewnie ja jestem za to odpowiedzialny. Pat zorientowała się, że już nie spię i patrzyła na mnie z uśmiechem kiedy ja nie wiedziałem co dzieje się wokół mnie bo pochłonęły mnie myśli. Dopiero głos Pat przywrócił mnie do życia.
- O czym myślałeś? zapytała
- O niczym ważnym, o życiu i tak dalej..
- To nie jest dla Ciebie ważne? zdziwiła się
- Jest ale tylko wtedy kiedy jesteś Ty, nie ważne przyszłość, bo nie wiadomo jak będzie, ani przeszłość bo była, żyj chwilą bo to jest ważne
-Od kiedy jesteś tak nastawiony?
- Od kiedy byłem gotowy umrzeć bo Cię straciłem,a teraz nieoczekiwanie odzyskałem, i chcę cieszyć się tym, że jesteś i nie myśleć o tym co będzie kochanie- powiedzialem. Na te słowa Pat wstała i podeszła do mnie. stanęła naprzeciwko mnie i pocałowała mnie. Odwzajemniłem jej pocałunek. Brakowało mi tego. W tej chwili poczułem jak cholernie za nią tęskniłem, za nią całą. Objąłem ją mocniej i przechyliłem się w wyniku czego opadliśmy na łóżko. Pat ściągnęła ze mnie ciuchy, ja pozbawiłem ją ubrań, utonęliśmy w namiętnym pocałunku. Strąciliśmy z łóżka laptop, na którym zacząłem sprawdzać email. Może się nie zepsuje. Przeżyliśmy piękne chwile, po czym Pat zaproponowała, że pójdziemy do kina. Zgodziłem się ale pierwsze musiałem wziąć prysznic. Zabrałem jakąś koszulkę i spodnie, dałem całusa Pat, która leżała i wszedłem do łazienki.

Patricia
Miała tak od razu nie dopuszczać do siebie Eddiego, ale tak bardzo go kocham i tak się stęskniła. Miałam go trzymać na dystans, sprawdzić czy znowu mnie nie zrani. Eddie się kąpał a ja stwierdziłam że ogarnę pocztę, czekałam na email do kobiety u której chcę wynająć mieszkanie, takie z prawdziwego zdarzenia. 
Sięgnęłam po laptopa i natknęłam się na otwartą skrzynkę Eddiego. Nie chciałam być ciekawska i sprawdzać go, ufałam mu, ale otwarta była wiadomość od jakiejś laski Jessie. Pisało w niej, że tęskni, i że czeka aż wróci, nie może zapomnieć tego co było. Eddie nie zaczął nic pisać. Zabolało mnie to. Dopiero kochaliśmy się, a on nic mi o tym nie wspomniał. Mówił, że tylko mnie kocha, a nic nie wspomniał, że miał kogoś. Szybko wstałam, ubrałam się, i wybiegłam z pokoju. Nie wiedziałam gdzie idę, nogi same przyniosły mnie w miejsce gdzie odzyskałam go, czyli na chodnik na którym siedzieliśmy kiedy on chciał znowu wyjechać. Zaczęłam myśleć nad tą sytuacją. Nie wiedziałam co mam o tym sądzić.
Eddie
Wykąpany, wypachniony wyszedłem z łazienki ale nigdzie nie zauważyłem Pat. Zobaczyłem tylko laptop z otwartą wiadomością od Jessie, zabrałem telefon i wybiegłem. Wybrałem numer Pat, ale nie odpowiadała. Wybiegłem z hotelu i zacząłem biec, nie myślałem gdzie, bałem się że znowu ją stracę..

Przepraszam, ze nie napisalam nic, ale na złość kiedy napisalam rozdział na majówkę padł mi laptop, kiedy dwa kolejne są niedostepne. Nie miałam jak później pisać. Mam mega dużo nauki, teraz są matury, trochę poświęciłam mojemu chłopakowi który musi się z tym teraz zmierzyć, a na dodatek moja mama zachorowała na zapalenie rwy kuszowej i nie mogła chodzić, musiałam jej też pomóc. Jutro napiszę kolejne opowiadanie. Nie będę się już tłumaczyć bo to nie zmienia faktu, ze nawaliłam. Amanda

czwartek, 23 kwietnia 2015

Rozdział 1

Patricia;
No i skończone.
Właśnie skończyłam pierwszy wpis do mojego pamiętnika, co uważam za bardzo głupie, no ale obiecałam mojej przyjaciółce -Joy. Że napiszę ten pamiętnik i że mam to robić codziennie przez tydzień, a jeśli mi się to nie spodoba, to wtedy mogę zakończyć to wielkie pisanie. I chyba tak zrobię, będę pisać to przez głupi tydzień, aż się Joy odczepi i wtedy zakończę pisanie. I mój plan jest idealny. No nic, a teraz czas na spacer z moją kochaną suczką.

Szybko wstałam z łóżka i pobiegłam na dół, oczywiście jak zwykle nie było mojego taty, bo "ciężko pracuje, by zarabiać na nasze życie" tak super i co jeszcze?! Przecież nic nam nie brakuje, a ten wciąż w pracy. No, nic złapałam szybko smycz i przyczepiłam ją do obroży mojej kochanej suczki - Sharry.
Od razu ucieszona podbiegła do drzwi już wiedziała, że czeka ją spacer po parku, który tak bardzo lubi, zresztą nie tylko ona, ja też go bardzo lubiłam, był inny niż wszystkie parki. Ma coś takiego w sobie co nie pozwala z niego wyjść. No, ale to park specjalny dla psów, więc nie ma szans, żeby chodź raz Sharry nie rzuciła się na jakiegoś psa. No niestety swój charakterek odziedziczyła po mnie i jest wredna jak nie wiem. 
Właśnie weszłyśmy do parku, a Sharry od razu zaczęła się wszędzie rozglądać, oczywiście chciała żebym ją spuściła ze smyczy, ale nie ma szans. Ostatnio jak ją spuściłam to potem łapałam ją przez dwie godziny. 
Szłyśmy sobie spokojnie, gdy nagle podbiegł do nas jakiś pies, był tej samej rasy co Sharry Gold Retriever tylko ten był nie co ciemniejszy od mojej. No, ale chyba się polubiły, bo zaczęły razem ganiać, a po chwili oboje popatrzyli się na mnie tymi swoimi słodkimi oczkami.
Patrzyły się tak na mnie, a ja przykucnęłam i zaczęłam je głaskać, dopóki nie poczułam, że ktoś mi się przygląda.
Gdy spojrzałam do góry, to zobaczyłam chłopaka, był młody chyba w moim wieku, blondyn, wysoki o brązowo-zielonych oczach, bardzo ładnych oczach. 

Pfff.. co ja gadam. 
-Hejka. - Powiedziałam patrząc na niego, a on tylko stał tak i dyszał.
-Wszystko okey?! - Zapytałam.
-Taaa... Chyba. - Wreszcie się odezwał. 
-To mój pies, biegłem za nim przez cały park i po prostu lekko jestem zmęczony. - Powiedział.
-Taaaa... To widać. - Powiedziałam. Wzięłam od tego chłopaka smycz i przypięłam ją do obroży jego psa.
-Trzymaj, już nie musisz za nim biegać. - Powiedziałam z uśmiechem.
-Nie mogłem wcześniej cię spotkać?! Jakieś 20min. wcześniej?! - Zapytał ze śmiechem.
-No przykro. - Skomentowałam.
-I to nie wiesz jak. - Powiedział.
-Dobra nie ważne, masz psa i narka. - Powiedziałam.
-Dzięki. Narka. - Odpowiedział, a ja sobie poszłam, nie miałam zamiaru dalej z nim gadać. Widać było, że to jakiś podrywacz, a ja się z takimi nie zadaję i nie mam zamiaru. Chodź przyznać trzeba, nie złe ciacho z niego. 

P.S. - Sorry, że taki krótki i głupi, ale pisałam na moim blogu PeddieiSiatka i tak jakoś wyszło, że mało czasu miałam na ten rozdział i wgl. wypaliły mi się pomysły. Ale proszę o komy. Bo ostanio był jeden za który dziękuję. 

Gaduła;*


 

sobota, 11 kwietnia 2015

Rozdział 1. Zakręcone perypetie Peddie po latach.

Eddie
Obudziły mnie krzyski, wycie jakiejś syreny i pukanie do drzwi. Zaspany wstałem i poszedłem je otworzyć. Zobaczyłem jakiegoś mężczyznę, który powiedział, żebym zabrał swoje rzeczy i wyszedł z nim, ponieważ jest jakaś awaria, i niebezpieczeństwo jest tak duże, że wszyscy muszą opuścić budynek. "jak dobrze, że się nie rozpakowałem" pomyślałem po czym zabrałem torbę, i wyszedłem. Na zewnątrz było dużo osób, kilka chyba o coś się kłóciło, a ja usiadłem na ławce i czekałem. Nagle podbiegła do mnie jakaś dziewczyna. Było ciemno więc nie widziałem jej twarzy ale po chwili ją i tak poznałem. Była to Joy. Zaczęła mówić przez łzy, że zwarcie w instalacji elektrycznej było tak duże, że zaczęło się palić a nie wszyscy wyszli. Była strasznie roztrzęsiona, jakby w środku został ktoś bardzo ważny. Kazałem jej usiąść, żeby przypadkiem nie zemdlała.
- Joy, co się stało? Kto został? Spokojnie, powiedz mi tylko imie- próbowałem coś dowiedzieć się od dziewczyny


- Paa-paa-tricia..- wydusiła z siebie, a ja zamarłem. Nie czekając na jej dalsze kontynuowanie, najszybciej jak potrafiłem pobiegłem do budynku. Z jednego z korytarzy wybiegł ten sam mężczyzna, który mnie obudził. Powiedział mi, że sprawdził wszystkie piętra, i nie ma nikogo, oprócz ostatniego piętra. Ile sił w nogach pognałem na górę. Schody przeskakiwałem, tak bardzo się bałem, że jej coś się stało. Nie potrafiłbym sobie poradzić, gdybym wiedział, że jej nie ma. Tak mocno ją kocham. Zacząłem walić w drzwi, ale nikt się nie odzywał, nikt nie dawał znaku życia. Odsunąłem się kawałek od drzwi po czym z ogromną siłą rzuciłem się na nie. Od razu się otworzyły. Wpadłem do pokoju, ale jej tam nie było. Poczułem ogromny strach. "Gdzie jesteś, Gaduło" ta myśl zaprzątała mi ciągle głowę. Otworzyłem drzwi i ją zobaczyłem. Siedziała na podłodze, głowę miała opartą o komodę, a w rękach trzymała jakieś zdjęcie. Obok niej stała butelka wina, i przewrócony kieliszek, oraz kilka zdjęć i album. "zawsze tak dużo gadasz, a teraz śpisz kiedy grozi Ci niebezpieczeństwo kochanie" pomyślałem, po czym podszedłem do niej, wziąłem na ręce i wyszedłem. Kiedy mijałem jedno piętro Patricia obudziła się. Nie za bardzo orientowała się co się dzieje, ale po chwili nerwowo się porozglądała i powiedziała:
- Po co tutaj jesteś? Dlaczego mnie niesiesz, co się tutaj do cholery dzieje? Po co wróciłeś, żeby mnie znowu zostawić, czy żeby doprowadzić do tego żebym w końcu się zabiła. Złamałeś mi serce Eddie. Puść mnie, potrafię chodzić.
- Pożar był, znaczy chyba jest, zostałaś sama, poszedłem po Ciebie, bo nikt prócz Joy się nie zorientował, że zostałaś. Byłoby miło gdybyś powiedziała chociaż dziękuję. Wróciłem bo nie mam już nikogo w Ameryce. Ale widzę, że to był błąd. Łudziłem się, że może jeszcze uda Nam się coś stworzyć, ale widzę, że niestety nic już się nie da. Przepraszam, jutro już mnie nie będzie.- powiedziałem i postawiłem ją. Popatrzyła na mnie, chciała coś powiedzieć, zobaczyłem, że łza spływa jej po policzku, nadal miała 'to' zdjęcie w ręce. Już otwierała usta kiedy rzuciła się na nią Joy. Nie chciałem przeszkadzać. Udałem się na ławkę, zabrałem torbę, i zacząłem iść w stronę postoju taxówek. " Witamy w dupie" pomyślałem. Jak na złość nie było żadnej wolnej taxówki, więc usiadłem na chodniku i siedziałem. Wyjąłem telefon, na ekranie miałam ciągle nasze zdjęcie. Wyjąłem portfel, a z niego zdjęcie mnie i Pat kiedy mieliśmy naszą rocznicę. Patrzyłem na to zdjęcie i czułem coraz większy smutek. Nie zauważyłem nawet, że ktoś usiadł koło mnie. Po chwili dopiero zorientowałem się, i zobaczyłem Ją. Siedziała, i się trzęsła, zdjąłem swoją kurtkę, i zarzuciłem jej na plecy. Nic nie mówiła, widziałem, że płacze. Położyła głowę na moim ramieniu, nic nie mówiłem tylko ją objąłem. Zobaczyłem, że taxówka podjeżdża. Popatrzyłem na nią. Podniosłem się, ona też.
- Chyba już się nie zobaczymy- powiedziałem i zacząłem iść do auta.
- Eddie...- powiedziała cicho Pat
- Zatrzymaj ją- wiedziałem, że chodzi o kurtkę- a później spal, żeby nie przypominała Ci już o mnie. Nie chcę żebyś cierpiała.
- Nie chcę jej..- powiedziała.
- Wyrzuć - powiedziałem ciągle idąc i nie odwracając się do niej.
- Nie chcę jej, cholera ja chcę Ciebie, cierpieć będę jak teraz wsiądziesz do tej cholernej taxówki i znowu znikniesz.- powiedziała 

- Co? - zdezorientowany odwróciłem się
- Nie zostawiaj mnie, kocham Cię- powiedziała. Podszedłem do niej, i wziąłem jej głowę w moje ręce, popatrzyła na mnie swoimi oczami. Otarłem jej łzę która spływała po policzku. Patrzyłem na nią ciągle nie odzywając się.
- Kocham Cię i nigdy nie przestałam, Nie potrafię żyć bez Ciebie.- Patricia nadal kontynuowała swoje wyznania a ja patrzyłem na nią.


- Eddie, cholera odezwij się wreszcie, zrób coś.- powiedziała lekko zirytowana. Podniosłem ją i pocałowałem. Tak bardzo się stęskniłem za nią, chciałem ją mieć w swoim ramionach na zawsze. Kiedy ją postawiłem, oderwaliśmy się od siebie.
- Nigdy nie przestałem Cię kochać. - powiedziałem
- To dlaczego mnie zostawiłeś? - zapytała.
- Chodź, wyjaśnimy sobie wszystko, zapowiada się dłuuga noc- uśmiechnąłem się, wziąłem swoją torbę, moja taxówka dawno odjechała. Złapałem Pat za rękę i udaliśmy się do hotelu obok. Na szczęście mieli miejsca, odmówili wszystkie rezerwacje, ze względu na pożar sąsiedniego budynku. Dostaliśmy pokój z małżeńskim łóżkiem. Recepcjonista była bardzo miła, a na koniec życzyła Nam dużo szczęścia. Dała Gadule klucz i zapytała czy mąż (Ja) zaniesie torbe czy trzeba pomóc. Patricia uśmiechnęła się, powiedziała, że damy sobie radę po czym zwróciła się do mnie " No chodź mężu, chodź" . Tak bardzo mi się to spodobało.Udaliśmy się do pokoju...

Miłego czytania.
Amanda

piątek, 10 kwietnia 2015

Prolog. Zakręcone perypetie Peddie po latach.




"Patricia i Eddie to najlepsza para pod słońcem"
"Oni są tak kochani, że aż squiiii"
"Nie mogę uwierzyć w to, jak oni do siebie pasują"
Kartki, jedna za drugą zmieniały się z pomocą ręki dziewczyny. Każde zdjęcie przedstawiało jedną, inną, i piękną historię dwójki młodych ludzi. Łza spłynęła jej po policzku. Nalała kolejną lampkę wina. Nadal przerzucałą kartki przeglądając zdjęcia. Coraz bardziej wpatrywała się w pięknego blondyna, o cudownych niebieskich oczach i uśmiech, który powodował u niej ścisk w sercu. Łzy zaczęły lać się po policzkach dziewczyny jak małe strumyki. W jej głowie krążyły różne myśli. Wspomnienia, uczucie, które nigdy nie zgasło i tęsknota powróciły ze zdwojoną siłą. Czy nie można było tego uniknąć. Byli cudowną, szczęśliwą parą, ich miłość była bardzo mocna, o ile można tak mówić o miłości. Mimo tego, że ich charaktery ciągle ze sobą walczyły oni nie mogli wytrzymać chwili bez siebie. Wszystko toczyło się po ich myśli. Ukończenie szkoły, wspólne rozpoczęcie studiów, imprezy, wyjazdy, spotkania w gronie przyjaciół, w gornie rodziny. I wszędzie oni. Ich dwójka kontra cały świat. Aż do czasu. Nikt nie wiedział co tak na prawdę się stało, oni sami chyba również. Było pięknie, kolorowo, aż pewnego dnia boom! nie ma nic, wszystko się skończyło. Mała kłotnia, przerodziła się w ogromną awanturę, po czym Edison Miller spakował walizki i udał się do Ameryki, a Patricia została. Nie potrafiła sobie poradzić, nie potrafiła zapomnieć, nie potrafiła normalnie żyć, oddychać. Jej smutek, żal i depresja doszły do takiego stopnia, że pewnego dnia przyjaciele znaleźli ją leżącą, a wokół niej było pełno tabletek. Nie mogła zasnąć, chciała chociaż na chwilkę przestać myśleć o nim.


Chciała sobie pomóc, a o mały włos skończyłaby z sobą. Z jakimś czasem udało się jej zacząć żyć. Potrafiła wyjść z domu, spotkać się z przyjaciółmi, nawet czasami uśmiechnąć. Miała wiele propozycji związków od facetów, była piękną kobietą, ale w jej sercu był tylko on, i nie chciała być z nikim innym. Mieszkała i pracowała w Anglii, tam miała swoich przyjaciół jeszcze z czasów wspólnej nauki w DA. On wyjechał, i nie dawał żadnego znaku życia. Ona nie wiedziała, że Joy jej najlepsza przyjaciółka ma z nim kontakt, co więcej on wie co przeżywała Patricia. On też cierpiał. Nie potrafił sobie poradzić z uczuciami, z tą wielką stratą. Kilkanaście razy chciał wsiąść w samolot i wrócić do niej, ale niestety nie mógł. Jego matka zachorowała, bardzo poważnie, i wiedział, że jej czas jest policzony. Musiał z nią być, opiekować się nią, spędzić z nią ostatnie chwile, bo za niedługo miał ja stracić. Życie czasami bywa zaskakująco okrutne, ale każda sytuacja dzieje się nie bez powodu. Jak się okazało, choroba postąpiła bardzo szybko, nie dało się już nic zrobić. Znalazł ją na podłodze, nieruchomą, zimną. Załamał się kompletnie. Tydzień nie wychodził z domu, nie jadł, nie pił, leżał i patrzył w miejsce gdzie ją znalazł. Przyjaciele przychodzili, próbowali mu jakoś pomóc, ale czy da się pomóc osobie, która straciła dwie najważniejsze osoby, jedyne które kochała i nadal kocha. Po jakimś czasie podniósł się. Postanowił, że nic dłużej go w Ameryce nie trzyma. Nie miał tam już nikogo. Podjął decyzję o powrocie do Anglii. Miał tam w końcu ojca, co prawda nie miał z nim kontaktu nawet na poziomie dobrym,ale zawsze to osoba, która mu pomoże, kiedy o to poprosi. Tak jak postanowił, zrobił. Siedział właśnie w taxówce, która miała zawieźć go do hotelu. Nie wiedział, co zrobi, ale musiał się gdzieś zatrzymać. Znalazł na necie informacje, że jakiś czas temu otworzono taki hotel gdzie można było wynajmować pokoje. Dotarł na miejsce, wszedł do środka, stanął przy recepcjii, i chciał załatwiać formalności kiedy zobaczył.
Patricia
Wracałam właśnie do domu. Jaki to dom, kiedy mam tylko dwa pokoje..Ale chociaż mam spokój, obok mnie na razie nikt się nie wprowadził. Jak dobrze, że ktoś wymyślił taki hotel nie hotel. Obładowana zakupami właśnie szłam po klucz do moich apartamentów, kiedy zawołała mnie Joy. Podeszłam do niej i zapytałam o co chodzi, a ona zaczęła coś mówić, że widziała Eddiego. Nie chciałam jej uwierzyć i zaczęłam się rozglądać i nagle go zobaczyłam. Poczułam jak moje nogi stają się miękkie, pośpiesznym krokiem podeszłam do windy, zapominając o kluczu, na szczęście kochana Joy pamiętała. Co ja bym bez niej zrobiła.

 Rzuciłam zakupy na podłogę, podeszłam do komody i powyrzucałam jakieś stare papiery, teczki aż w końcu znalazłam pudełko. Otworzyłam je, i poczułam, że bez wina nie dam rady. Kiedy już miałam w ręku kieliszek wspomagacza, który dodał mi odwagi otworzyłam je i wyjęłam album ze zdjęciami...przekręcałam kartki nerwow, popijając wino. Wspomnienia wróciły. Uczucie które nigdy nie zgasło również.
Eddie
Zobaczyłem ją. Nie miałem pojęcia, że spotkam ją tutaj. Byłem pewien, że ułożyła sobie życie, że wyjechała. Joy pisała coś, że się przeprowadziła, czyli to tutaj się przeniosła. Udałem się do swoich pokoi, obok mnie ktoś mieszkał. "Będę miał sąsiada" pomyślałem. Wziąłem szybki prysznic i zasnąłem. Męcząca podróż dała się we znaki.

Patricia
Wypita butelka wina, smutek i to wszystko co wróciło pokonały dziewczynę. Zasnęła siedząc na podłodze, a w rękach trzymała ich zdjęcie "Ich pierwsze wspólne wakacje"

Rozdział pojawi się niebawem. Proszę o komentarze, jeśli ich nie będzie będzie mi na prawdę przykro i nie będzie mi się chciało przez to pisać. Miłego czytania.
Amanda

Prolog!

Narrator;
Jest zimna, letnia noc, a pewna dziewczyna sama chodzi po parku i rozmyśla o swoim dziwnym życiu i dziwnych rzeczach, które ją spotkały przez ostatnie dni, tygodnie, a nawet lata. Rozmyślała o tym, dlaczego nie może sobie wreszcie ułożyć, pięknego, normalnego życia, tylko wciąż musi jej się psuć i wciąż musi coś iść nie tak. Nie chciała tak żyć, jednak nie wiedziała co zrobić by zmienić bieg swego życia. Nie widziała czy w ogóle można zrobić coś takiego, by wreszcie jej życie się zmieniło.
Jednak nie wiedziała jednego?! Nie wiedziała, że wiele nie potrzeba by zmienić swoją historię, nawet nie musiała się starać by to zrobić. Gdyż to nie zawsze my zmieniamy bieg swojego życia, lecz ludzie, którzy się w nim pojawiają. To oni zmieniają nasze życie i to bardzo, jednak czy na dobre czy na złe, tego nigdy nie wiemy. Lecz nie ważne co się dzieję, trzeba z tego wszystkiego korzystać, gdyż żyje się raz. Nie ważne jak się żyje, ważne by żyć tak jak się chce, aby żyć każdą wolną chwilką, jakby miała być twoją ostatnią. Bo trzeba pamiętać o przeszłości, mieć plany na przyszłość, ale żyć dniem dzisiejszym, bo wczoraj już nie ma, a jutro może nigdy nie nadejść. Jednak ona tego nie rozumiała, nie rozumiała tego wszystkiego, dopóki nie spotkała JEGO...
Tego, który zmieni jej życie, zmieni ją i jej patrzenie na świat i na życie. To właśnie on pokaże jak żyć, jak się bawić i jak korzystać z życia.
Jednak zanim to wszystko się wydarzy, to może najpierw trochę się cofnijmy w czasie i ją poznajmy;

Pamiętnik;
Jestem Patricia. To mój pierwszy wpis do tego pamiętnika, nawet nie wiem jak to robić, bo nigdy nie pisałam pamiętnika, bo nie miałam na to czasu, jednak namówiła mnie do tego moja najlepsza przyjaciółka Joy. Jest zwariowana i świrnięta, ale to właśnie w niej najbardziej lubię. A więc Drogi Pamiętniku (matko piszę do pamiętnika, odwala mi już) no cóż, Mój Drogi pamiętniku, jak już mówiłam jestem Patricia, mam 16lat, no i mieszkam w Ameryce, no tak właściwie to tu się nie urodziłam, to długa historia, którą chcę ci opowiedzieć.
Urodziłam się w Anglii w Liverpoolu, to właśnie stamtąd pochodzę, mieszkałam tam przez pierwsze 6lat mojego życia. To właśnie tam poznałam Joy, od razu się zaprzyjaźniłyśmy. Jednak wróćmy do mnie. Gdy miałam 5lat, zmarła moja mama na raka. Bardzo to przeżyłam jednak nie tylko ja, bo mój tato też to bardzo przeżył, był bardzo załamany. Niestety rok później,  gdy już miałam 6lat, właśnie wtedy okazało się, że odziedziczyłam tą okropną chorobę po mojej mamie i też byłam chora. Tato chroniąc mnie, zabrał mnie właśnie tu do Ameryki, mówiąc że tu są lepsi lekarze i mi pomogą i faktycznie tak się stało. Wyleczyli mnie, jednak dość długo to trwało, ale się udało.
Teraz leżę tu na moim łóżku mając 16lat i myśląc co ze mną będzie, gdyż wspaniałego życia nie miałam. Nie dość że zmarła moja matka, której twarzy już nie pamiętam, byłam chora i połowę swojego życia spędziłam w szpitalu, to jeszcze po drodze zmarli moi dziadkowie w wypadku samochodowym, teraz tylko mi został tato, gdyż drugich dziadków nie znam. Podobno bardzo dawno temu, moi rodzice się pokłócili z nimi i zerwali kontakt. No więc został mi tylko tato, którego bardzo kocham i wiem, że życie chodź miałam trudne i będę je już mieć trudne, to tato zawsze będzie przy mnie.
Twoja Patricia:*

 P.S. - Mam nadzieję, że wam się podoba prolog?! Proszę o komy.












Gaduła;*

Przywitanie.

Hejcia;*
A więc, hmmm?! Tak trochę się stresuję, no ale może od początku. 
A więc, jestem Wiktoria (nie lubię swojego imienia), więc podpisuję się Gaduła;*.
Jestem tutaj nowa, na blogu, jednak nie jestem nowa w blogowaniu, gdyż piszę już kilka blogów, możecie mnie znać z bloga http://peddieisiatka.pinger.pl/ , ale też możecie mnie nie znać, gdyż moje blogi nie są takie znane. No dobra, więc wróćmy do tematu tego bloga. Będę tu pisać nową historię Peddie i ogólnie całego Domu Anubisa, jednak moją ulubioną parą jest Peddie, dlatego bardziej się na nich skupiam. Jestem na krytykę, często słucham tych krytyk i próbuję poprawiać swoje błędy. Każdy komentarz to dla mnie bardzo dużo, więc mam nadzieję, że chodź jeden pod tym postem się znajdzie :D
No, to chyba tyle. 
A więc, zapraszam was do czytania mnie, nie długo pewnie dodam prolog, bo za chwilkę zacznę go pisać, więc mam nadzieję, że lukniecie i skomentujecie :D 






 Gaduła;*

czwartek, 9 kwietnia 2015

Wiadomości.

Kilka spraw organizacyjnych.

1. Jeżeli jest osoba, która chciałaby pisać z nami na blogu proszę o kontakt email'owy klarka519@gmail.com

2. Szukam pomysłów na wygląd bloga, bo nie jest to moją mocną stroną, dlatego chętnych z pomysłami bądź osoby znające się na rzeczy również zapraszam na gmail'a.

3. Drogi czytelniku, jeżeli wchodzisz tego bloga, i czytasz to co piszę, proszę zostaw po sobie ślad (komentarz) jeżeli możesz. Bardzo proszę o to, gdyż wiem wtedy, że czytasz, wyraź swoją opinię, jestem otwarta na pozytywną jak i negatywną krytykę. Wiemy wtedy co mamy zmienić, co ulepszyć.
Nie ukrywam, że było mi przykro, bo na ponad 200 wyświetleń posta jest zero komentarzy na ten moment. (09.04.2015 godzina 16:50)

4. Zaczynam pisać nową historię o peddie, ale nie na tym blogu tylko na pingerze. Zapraszam Was serdecznie na http://peddieforever.pinger.pl/ gdyż współpracuję (zaczynam) z świetną Gadułą.

5. Sprawa najważniejsza, na tym blogu teraz nie piszę sama. Tak jak zaznaczyłam w punkcie nr.1 jest Nas dwie. Dołącza do mnie Gaduła. Niedługo pojawi się post od niej, ja tylko apeluje o godne przywitanie. Jeżeli chcielibyście zobaczyć jej ogromny talent zapraszam do odwiedzenia jej blogów: http://peddieforever.pinger.pl/  http://peddieisiatka.pinger.pl/ .
W razie kontaktu z nową adminką:   martynaczechonska21211@wp.pl

6. Apel: Nie zapominajcie o Nas, nie zapominajcie jak to wszystko się zaczęło, dzięki czemu tutaj jesteśmy zarówno my jak i Wy. Blogerzy kochani dodawajcie posty, nie dajmy zapomnieć o Peddie.

^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
To by było na tyle, dziękuję za uwagę ;)
Amanda

środa, 8 kwietnia 2015

Spóźniony świąteczny shot.

Niby przyszła wiosna, a za oknem wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie. Rano piękne słoneczko, później burza śnieżna, potem znowu piękne promienie wpadały do salonu, po czym zaczęło lać. Można oszaleć. Nie lubię aż takiego niezdecydowania. No tak, po jutrze Wielkanoc, a ja zamiast sprzątać, lub pomagać w przygotowaniach cioci do świąt siedzę i myślę. Myślę.. Ciekawe nad czym zapytacie. Otóż całe moje życie się poplątało. Cofnijmy się kilka dni wcześniej. Jechaliśmy z Eddiem do mojej cioci. Z nią jedyną z całej mojej cholernej rodziny mam świetny kontakt. Moi rodzice...pojechali sobie na "wakacje". Piper się sprzeciwiła, i ją zaczęli traktować tak samo jak mnie. Na nasze szczęście ciocia Sally jest inna, niż nasi rodzice. Zaprosiła Nas na święta. Biedna, ma złamaną nogę, więc obiecałam, że jej pomogę, zrobię zakupy, Eddie też zaoferował pomoc. No tak, mieszkamy z Eddiem razem, a z nami mieszkają jeszcze Joy z Jerrym, i Alfie. Czasami wpada na jakiś czas Mick. Wynajęliśmy wszyscy domek, ponieważ w naszym kochanym Anubisie niestety mieszkać już nie możemy. No ale wróćmy do tego co jest teraz. Jechaliśmy do Sally. Po drodze chciałam zrobić jeszcze zakupy, skoczyć do apteki. Eddie był jakiś nieobecny, nie wiem co się z nim dzieje. Weszliśmy do supermarketu, było strasznie dużo ludzi. Nagle poczułam, że ktoś we mnie wpadł, zachwiałam się i upadłam. Zobaczyłam nad sobą twarz mojego zatroskanego blondaska, i jakiegoś przystojnego bruneta. 

-C-co, coo się stało? - zapytałam trochę zdezorientowana
- Przepraszam Cię strasznie, ale nie wiem, jak to się stało, że wpadłem w Ciebie i tak Cię urządziłem- powiedział brunet
- No na prawdę, trudne to do skomentowania- zakpił Eddie
- Eddie, spokojnie kochanie- chciałam go uspokoić- A Ty się nie przejmuj, nic mi się nie stało- powiedziałam do chłopaka.
- W takim razie ja się będę żegnał, przepraszam jeszcze raz - powiedział, i poszedł. Ja wstałam i wyszliśmy z Eddiem ze sklepu.
- Nic mi się nie stało- udawał mnie Eddie
- O co Ci chodzi?- zapytałam
- O nic, przecież mogłaś rozbić sobie głowę, dostać wstrząśnienia mózgu, ale nic, bo co, bo ma ładne oczy, bo przeprosił, bo przystojny
- Eddie..- chciałam coś powiedzieć
- Trzeba było się z nim na kawę umówić, albo go od razu zaprosić do Nas.- powiedział.
Nie wytrzymałam, i uderzyłam go w policzek. Popatrzył na mnie. Przesadził. Ja chyba też. Zobaczyłam okropną czerwoną plamę na jego policzku, łzy zaczęły napływać mi do oczu, tak bardzo chciałam teraz dotknąć tego policzka, pocałować, i przytulić Eddiego, ale coś mnie blokowało. Zresztą on nawet na mnie nie spojrzał. Wtedy podjęłam decyzję, że do cioci jadę sama.
- Przepraszam Cię. Jadę autobusem.- powiedziałam i poszłam w drugą stronę na przystanek.
On popatrzył chwilę na mnie, po czym wsiadł do auta, i z piskiem opon odjechał. Ja wsiadłam do autobusu, i po 15 minutach byłam pod domem cioci. Stanęłam przed drzwiami, i poczułam jak z moich oczu lecą łzy. Nie tak to miało się potoczyć. Włożyłam klucz do zamka, i otworzyłam drzwi, weszłam i od razu skierowałam się do kuchni, chciałam rozpakować zakupy, i zyskać na czasie, żeby ciocia nie widziała moich łez. Nie chciałam żeby widziała mnie w takim stanie. Ale na moje nieszczęście całkiem dobrze radzi sobie o kulach.
- Boże, Pati co się stało dziecko?- zapytała
- Cześć ciociu- powiedziałam, podeszłam do niej i przytuliłam się. Była dla mnie jak matka.
Zrobiłam herbatę, i opowiedziałam jej co się wydarzyło. Długo rozmawiałyśmy, po czym poszłam się wykąpać i położyć. Kilka razy sprawdzałam telefon, ale Eddie nie dzwonił. Postanowiłam do Świąt zostać już u cioci, miałam urlop więc mogłam sobie na to pozwolić. Znowu zaczęłam płakać, aż w końcu zasnęłam.

Eddie:
Siedziałem w pokoju, i próbowałem skupić się na papierach które musiałem wypełnić. Praca to praca. Niestety, wszystko źle uzupełniałem, rzuciłem je w kąt. Nie mogłem przestać myśleć o Pat. Przesadziłem, i doskonale o tym wiem. Ale kocham ją tak mocno, że okropnie się przestraszyłem, kiedy straciła przytomność. Szybko się ocknęła ale strach został. Gość nie zdawał sobie sprawy, że mogło to się skończyć bardzo poważnie. Pat chciała być po prostu uprzejma. A ja powiedziałem jej coś okropnego...Z tego wszystkiego jeszcze zepsuł mi się telefon. Poszedłem spać, to taki ciężki dzień, Pat nie wróciła do domu..martwiłem się czy wszystko z nią w porządku, Jestem kretynem, gdyby coś się jej stało to am sobie zrobię krzywdę. Kiedy wstałem rano, Pat nie było, zostało dwa dni do świąt, my pokłóceni, nie chcę spędzać świąt sam, chcę je spędzić z moją Gadułą. Wstałem i udałem się do łazienki. Postanowiłem wziąć prysznic, potem się ogarnąć, kupić prezent, kwiatki, spakować rzeczy i jechać do Pat. Swój plan wcieliłem w życie.


Patricia:
Obudziłam się rano, z bólem głowy. Przykryłam się szczelniej kołdrą, było zimno. Tak bardzo brakowało mi Eddiego, chciałam się teraz w niego wtulić. Wzięłam tel, Eddie nadal milczał. Postanowiłam wstać, ogarnąć się i jechać z nim porozmawiać. Wykapałam się, zrobiłam makijaż, brałam się i zeszłam do kuchni, Moja ciocia siedziała na bujanym fotelu pijąc kawę,
- Witaj kochana, jak się spało, lepiej się czujesz? - zapytała
- Tak, dzisiaj lepiej, muszę jechać z nim porozmawiać, zrobić zakupy, trzeba dzisiaj coś upiec, i zabiorę jeszcze kilka rzeczy, coś ładniejszego niż spodnie i trampki.
- Weź mój samochód, nie będziesz dodatkowo zdenerwowana wiedząc, że musisz pilnować czasu jadąc autobusem.
- Dziękuję ciociu. To ja lecę- powiedzialam
- Paa- odpowiedziala- i powodzenia życzę, będzie dobrze, pamiętaj- dorzucila kiedy już zamykałam drzwi.

Eddie
Siedziałem w aucie, jechałem kupić kwiaty, i prezent dla Patricii na święta. Nie miałem specjalnego pomysłu, kiedy ujrzałem na jednej wystawie piękną suknię. Wiedziałem, że moja Gaduła wyglądałaby w tym cudownie. Szybko zostawiłem auto na parkingu i pobiegłem do tego sklepu. Z 15 minut musiałem błagać żeby mi ją sprzedali, ponieważ rzekomo z wystaw nie sprzedają...
Ale było to dla mnie tak ważne, że nie wyszedłbym z tego sklepu bez tej kiecki. I dopiąłem swego.!
Pięknie ją zapakowano, i z takim prezentem udałem się jeszcze do kwiaciarni kupić kwiaty. Nie mogłem się zdecydować jakie kwiaty wybrać, dlatego wziąłem czerwone róże, i żółte tulipany z myślą o Sally. Później ruszyłem do Patricii. Nadal nie naprawiłem telefonu. Nie miałem do tego głowy.

Patricia
Zakupy zrobiłam, dzwoniłam do Eddiego ale niestety, na marne. Pojechałam do domu, jego tam nie było. Spakowałam swoje kosmetyki i najpotrzebniejsze rzeczy po czym zawiedziona udałam się do auta, a następnie do domu ciotki.

Eddie
Dotarłem na miejsce, strasznie byłem zdenerwowany. Zapukałem, otworzyła mi Sally, przywitałem się z nią, bardzo ją polubiłem. Nie była dla mnie nie miła, chociaż zdawałem sobie sprawę, że mogła by być, w końcu zraniłem Patricie. Zaprosiła mnie do środka.
- Przyjechałeś do Patii, chodź, wejdź, napijemy się herbaty
- Tak, nie ma jej.- bardziej stwierdziłem niż zapytałem
- Będzie, spokojnie- odrzekła Sally. Wręczyłem jej kwiaty, podziękowała i wstawiła je do wazonu.
Usiedliśmy w kuchni i piliśmy herbatę, denerwowałem się rozmową z Patricią.
- Denerwujesz sie? zapytała Sally
- Bardzo, zraniłem ją, i teraz jest mi strasznie źle, kocham ją najmocniej na świecie- powiedziałem jednym tchem. Sally się zaśmiała.
- To tak jak ona Ciebie. Oboje się pogubiliście, ale oboje się tak mocno kochacie, że dacie radę, bądź spokojny, ona nie da tego tak łatwo przekreślić.
- Na prawdę, mówiła tak? - zapytałem, ale nagle usłyszeliśmy czyjeś kroki. To Pat wróciła. Postanowiłem nie pokazywać się od razu, stanąłem w jadalni i czekał aż wejdzie. Pokazałem Sally ruchem ręki żeby nie mówiła, że jestem. Czekałem,

Patricia
Zawiedziona, wrócilam do domu. Widzialam jakieś auto niedaleko domu, ale  było zbyt ciemno, pomyślałam, że pewnie ktoś do sąsiadów. Weszłam do domu, i zaczęłam się rozbierać z kurtki, szalika etc.
- Ciociu już jestem, nie pytaj mnie jak się czuję, bo okropnie, chciałam porozmawiać z Eddiem, przeprosić go, że go tak potraktowałam, ale niestety, on sie już chyba ze mnie wyleczył, dzwoniłam do niego z tysiąc razy, ale nawet nie odbiera. Czuję się okropnie. - zaczęłam mówić, biorąc zakupy i idąc do kuchni. Nie patrzyłam nawet czy ktoś tam jest. Sally się nie odzywała, weszła tylko do kuchni, przytuliła mnie, pocałowała w czoło, wzięła tabletki które jej kupiłam i wyszła. A ja siedziałam. Siedziałam i myślałam, kiedy nagle poczułam te perfumy. Raptownie się odwróciłam, i zobaczyłam jego. Stał i patrzył na mnie. Widziałam smutek w jego oczach.
- Kochanie, przepraszam Cię bardzo- powiedział i dał mi kwiaty. Nie gniewałam się już, odłożyłam więc przepiękne róże, i rzuciłam mu się na szyję.
-Tak bardzo Cię kocham, i też przepraszam.- dotknęłam ręką jego policzka. Eddie mnie pocałował.
- Tęskniłem cholernie- powiedział, jak już oderwaliśmy się od siebie.
- Ja tak samo. - i znowu go pocałowałam.
Poszliśmy do salonu, Sally siedziała na sofie i oglądała stary album ze zdjęciami.
- I co zakochani, mówiłam, że będzie dobrze- powiedziała uśmiechnięta.Popatrzyłam na Eddiego, który objął mnie w pasie. Dołączyliśmy do cioci, i oglądaliśmy zdjęcia. Byłam tam też ja, jak byłam mała. Eddie wziął jedno zdjęcie i schował. Byłam zła, ale ja tez mam jego zdjęcia jak jadł warzywa jak był mały, a wygląda na nich bardzo śmiesznie..Później poszliśmy spać. Tej nocy nie zmarznę.
Następnego dnia rano mieliśmy pobudkę, przyjechała Piper.

Eddie

Rano zostałem chamsko obudzony. Od samego świtu dom był pełen życia, Pat idealnie radzi sobie z przygotowaniem świąt. Stół przyozdobiony był kwiatami a to moja zasługa. Dziewczyny uśmiechnięte piekły w kuchni, a ja z Sally pojechałem na zdjęcie gipsu. Późnej wszyscy nadal pracowaliśmy ciężko, a wieczorem dosłownie padliśmy.

Patricia
Obudziłam się rano, i byłam bardzo szczęśliwa. Obok mnie leżał mój kochany blondasek. W pokoju obok była moja siostra, spędzamy święta w gronie rodziny, czego można chcieć więcej.
Delikatnie wstałam, i założyłam szlafrok. Udałam się do łazienki w celu wykonania porannych czynności. Kiedy już to skończyłam, wróciłam do pokoju. Eddie się ubierał. Jak dobrze, ze są 2 łazienki. Otworzyłam szafę i załamałam ręce. Kompletnie brak pomysłu w co się ubrać..Podszedł do mnie Eddie z pudełkiem.
- To dla Ciebie, prezent , otwórz proszę- powiedział. Tak też zrobiłam. Moim oczom ukazała się przecudowna sukienka. Rzuciłam się Eddiemu na szyję i pocałowałam go czule.
- Dziękuję kochanie, Tylko Ty wiesz jak dopieścić kobietę- powiedzialam
- Miło mi to słyszeć - odrzekł
- Ale ja też mam coś dla Ciebie- dodałam. Podeszłam do szafy, i wyjęłam z niej małe pudełeczko.
Były w nim bilety na mecz drużyny która mój blondynek kocha zaraz po mnie.
Kiedy to zobaczył mało nie zaczął skakać z radości. Podniósł mnie i zaczął kręcić się ze mną w kółko...Kiedy mnie postawił ubrałam się i poszliśmy świętować...

Proszę o komentarze, bo to jest mega mobilizujące do działania.
Pozdrawiam i liczę na zadowolenie.
Amanda


niedziela, 5 kwietnia 2015

Informacje i Wielkanoc

Kochani!
Opowiadania będą zaczęte niebawem, pojawi się również świąteczny shot. Niestety nie jestem w stanie napisać nic teraz, ponieważ jestem chora, mam zapalenie ucha, angina i zapalenie zatok. :( bardzo przepraszam, Wielkanocny shot był planowany na dzisiaj ale nie bylam w stanie napisać gdyż walczyłam z gorączką.


Zostawiając te sprawy chciałabym złożyć Wam najserdeczniejsze życzenia. Zdrowych, spokojnych, rodzinnych świąt Wielkiej Nocy, spędzonych w gronie rodziny. Niech wszystkie smutki, zmartwienia zostaną na chwilkę przykryte radością, i szczęściem. Chociaż pogoda płata figle. życzę Wam wiosennej atmosfery, i nabrania sił do życia :)
A wszystkim piszącym blogi, szczególnie o Peddie, życzę też  mnóstwo pomysłów, niekończącej się weny, i chęci do pisania.
Wesolego Alleluja.!
Amanda
p. s.  Podawajcie w komentarzach blogi o HoA, które "działają".

czwartek, 2 kwietnia 2015

Yes or no.!?

Lubie jasne sytuacje więc krótka piłka - chcecie opowiadanie czy nie.? mam pisać czy nie.? czekam na odpowiedzi w komentarzach.  Nie muszę chyba wspominać że decyzja zostanie podjęta ma podstawie tego ile będzie komentarzy na ilość wyświetleń. Dziękuję.
Amanda

sobota, 28 marca 2015

Mała sprawa.

Cześć! Wybaczcie mi że znowu przerwałam pisanie, ale taka lawina nauki, że nie miałam czasu totalnie na nic. Mogę zacząć coś nowego pisać, ale czy chcecie? bo z tego co się orientuję, mało osób już pisze....jest tutaj ktoś wgl? Czekam na Wasze odpowiedzi, i polecajcie blogi które działają w komentarzach proszę, bo żebym miała wenę, potrzebuje czytać. Jak zapewne zauważyliście zmieniła  troszkę wygląd bloga, tytuł etc. dajcie też znać czy się Wam to podoba.
Pozdrawiam i czekam. Myślę, że jak będzie ok 8 komentarzy to napiszę dzisiaj opowiadanie ;)


A przy okazji chciałąbym polecić serdecznie stronę http://www.opowi.pl/katalog
Jest to świetne miejsce gdzie znajdziecie przeróżne ciekawe opowiadania. Zachęcam do odwiedzenia, i przeczytania, bo na prawdę godne polecenia.


Amanda <3

wtorek, 23 grudnia 2014

One Christmas Shot + życzenia + niespodzianka

Cześć wszystkim,Pamiętacie mnie jeszcze? Tak, to ja, wredna małpa, która porzuciła bloga bez słowa..
Szkoda moich tłumaczeń, nie rzuciłam bloga, tylko całkiem nie miałam czasu..mam nadzieje, że wybaczycie, są święta..
No właśnie, są święta, i chciałabym Wam życzyć wszystkiego co najwspanialsze, spełnienia marzeń, samych cudownych chwil w gronie kochającej rodziny, wesołej, miłej, ciepłe atmosfery, samych pyszności, a przede wszystkim duużo, dużo miłości, o którą na prawdę ciężko, bynajmniej w moim przypadku. Niech te święta będą tak wspaniałe, jak każde inne, ale wyjątkowe jak żadne.
A teraz, w ramach minimalnych przeprosin, chcę dać Wam mały świąteczny rozdzialik ;)


5 tygodni, aż 5 tygodni.... Chłopak, którego kocham, musiał nagle wyjechać, bez słowa, dostałam tylko głupiego sms, że wszystko jest okej, żebym się nie martwiła, że przeprasza, że tak nagle wyjechał i że wróci najszybciej jak się da.Nie mogę tego zrozumieć, co mogło się stać, Myślałam, że ufamy sobie, że nie zachowujemy się jak za czasów liceum, kiedy to budowaliśmy naszą relację...ale może od początku. Jestem Patricia Williamson, i ta historia będzie o mnie..Siedziałam w naszym mieszkaniu, tak, naszym. Wraz z Eddiem po skończeniu liceum, i studiów, wynajęliśmy razem mieszkanie. Niezbyt małe, ale też nie za duże, w sam raz. Dobrze zarabiamy, więc nie łapaliśmy się pierwszej lepszej okazji, tylko długo szukaliśmy takiej oferty, która będzie Nam pasowała. Gdy ujrzeliśmy to mieszkanie, a raczej mini apartament, od razu poczuliśmy to coś. Nie wiadomo co, ale wiedzieliśmy, że to tutaj chcemy mieszkać, I tak się stało, Eddie dał mi wolną rękę, w sprawie urządzenia pomieszczeń, a efekt był piorunujący, Wszystko wydawało się piękne, kochaliśmy się, i nadal kochamy, bylo Nam cudownie, aż do pewnego popołudnia, kiedy to dostałam sms od mojego ukochanego, że musi wyjechać na kilka tygodni, że ma poważny problem, ale żebym się nie martwiła, bo wróci. Siedziałam wtedy w domu przez tydzień, płakałam, byłam zawiedziona, nie mogłam pojąć tego, że po tym wszystkim co razem przeszliśmy, po tylu latach spędzonych razem, on przez sms informuje mnie że coś się stało i wyjeżdża. Był to dla mnie bardzo duży ból, Ale teraz postanowiłam wyjść do ludzi, umówiłam się z Joy, tak z tą samą Joy z którą przyjaźniłam się w liceum. Ogólnie fatalnie się czułam, nie wiem czy przez ten mój dobrowolny areszt domowy nie nabawiłam się jakiejś grypy, bo było okropnie nie dobrze, ale mimo to ubrałam się i już miałam wychodzić, kiedy usłyszałam dzwięk telefonu, wiedziałam, że dzwoni Eddie, ale nie odebrałam. Dzwonił do mnie często odkąd tak pospiesznie wyjechał, ale ja odebrałam tylko raz i powiedziałam mu, że musimy porozmawiać jak wróci. Zabrałam telefon do torebki, wzięłam klucze i wyszłam.
Z Joy umówiłam się w kawiarni, kiedy dotarłam na miejsce, moja przyjaciółka już tam była. Usiadłyśmy pod oknem, Joy zamówiła kawę, a ja poczułam, że mam ogromną ochotę na szarlotkę, i to najlepiej z lodami, i postanowiłam swoją zachciankę zaspokoić. Zaczęłyśmy rozmawiać, Joy wiedziała o całej sytuacji, ale nie dawała mi obrażać Eddiego, wiedziała jak on mnie kocha, ja o tym też wiedziałam, mało tego, ja jego kocham tak samo. Rozmawiałyśmy długo, a kiedy zrobiło się ciemno stwierdziłyśmy, że idziemy na spacer. Poszłyśmy na rynek, było tam pełno ludzi, trwał Jarmark, no tak w końcu za niedługo Boże Narodzenie, na samą myśl, że nie wiem czy  Miller wróci na święta miałam ochotę do zabić, ale z drugiej strony było mi okropnie smutno, Na rynku było bardzo dużo stoisk z jedzeniem, i dziwnym trafem poczułam, że znów bym coś zjadła, Matko, ja z moim wilczym apetytem niedługo nie zmieszczę się w drzwi, ale cóż..Zamówiłam sobie kebaba, raz się żyje, Joy dziwnie na mnie patrzyła, ale ja nie zwracałam na to uwagi, po czym moja przyjaciółka stwierdziła, że dotrzyma mi towarzystwa i tez poszła po kebab. Włóczyłyśmy się długo, po czym odwiozłam Joy do domu, a sama pojechałam do siebie. Pierwsze co zrobiłam po powrocie to poszłam pod prysznic, włączyłam sobie cichuteńko radio, w którym leciała jakaś swiąteczna piosenka, nie pamiętałam tytułu, ale tekst znałam doskonale, i jak to zwykle ja, zaczęłam sobie pod prysznicem nucić:
Snow is fallin,all around me, children playing, having fun..it;s the season of love and understanding, merry christmas everyone..
Stwierdziłam, ze ubiorę choinkę, zawsze to robiłam z Millerem, ale niestety, nie było go ze mną.
Poszłam na strych w poszukiwaniu bombek, wyjęłam choinkę, sporo się z nią namęczyłam, bo była na prawdę duża, sztuczna, a wyglądała jak prawdziwa. Sięgała aż po sufit. Nie chciałam żywej choinki, gdyż nasz piesek jest mały, i zacząłby jeść igły. Kiedy uporałam się z wszystkimi potrzebnymi rzeczami, zaczęłam nakładać na drzewko światełka, później bombki, koraliki, kokardki, a na koncu przywieslilam gwiazdę na czubku. Przygasiłam światło, efekt był cudny. W tle leciały jakieś piosenki swiąteczne, a ja z moim pupilem siedzialam na fotelu i patrzylam za okno. Padła śnieg, czułam już święta, i czułam smutek, bo nie wiedziałam czy spędzę je sama. Była godzina 21:30. znowu źle się czułam, za dużo zjadłam, kręciło mi się w głowie, i było mi nie dobrze, no tak, to są konsekwencje mojego obżarstwa, nie muszę chyba dodawać, że godzinę spędziłam w łazience wymiotując. Wycieńczona poszła do kuchni napić się wody, no tak, szkoła mojej mamy, grunt to się nie odwodnić. Ale mi brakuje rodziców, tak długo już ich nie ma, mam tylko Eddiego, ale on też teraz jest, sama nie wiem gdzie. Zrezygnowana usiadłam w fotelu. Wsłuchałam się w muzykę, i nagle coś z mojego słuchania mnie wyrwało. Ktoś przekręcił zamek w drzwiach. Przestraszyłam się. Były dwie opcje, ale wrócił Eddie, albo złodzieje. Nie wiedziałam co robić, więc postanowiłam iść na żywioł. Wyszła z salonu i stanęłam w przedpokoju. Czekałam. Czekałam na to co zobaczę. Drzwi otworzyły się, i zobaczyłam w nich młodą dziewczynę, popatrzyła się na mnie, uśmiechnęła się, i powiedziała:
- Cześć, Ty zapewne jesteś Patricia, tak miło mi Cię w końcu poznać
- Yyy, cześć, tak to ja, a Ty jesteś?- stałam jak wryta, totalnie nie wiedziałam co powiedzieć.
- Jestem Juliet, widzę, że jesteś zszokowana, czyli, że Eduś nie powiedział Ci nic- powiedziała dziewczyna. Nie wierzyła w to co słyszę, Eduś. Nie powiedział nic. Kim ona była do cholery, i czemu mówi na mojego chłopaka Eduś. Już miała ją o to zapytać, kiedy do mieszkania wszedł młody chłopak, i zaczął:
- Jul, przedstawiłaś się? - spoglądał na dziewczynę, a następnie popatrzył na mnie- Hej, jestem Kevin, jestem bratem Eddiego, a to moja dziewczyna, jesteś Patricia, prawda? Widziałem Twoje zdjęcie u Eddiego, ma chłopak gust, miło mi Cię poznać.- powiedział, a ja staałam coraz bardziej zszokowana, i w końcu w drzwiach ujrzałam kogoś kogo znam. To był Eddie, mój Eddie. Zwrócił się, do Kevina i Juliet żeby poszli do auta po bagaże, a kiedy oni wyszli zamknął drzwi i popatrzył na mnie. Wymiękłam. Tak strasznie go kocham, patrzyłam w te jego cudowne niebieskie oczy, te blond poczochrane włosy, a on patrzył na mnie.
- Kochanie, przepraszam, że tak nagle wyjechałem, ale sam do końca nie wiedziałem co się dzieje, zadzwonila moja mama, że musi wyjechać, i że muszę natychmiast przyjechać do niej, powiedziala mi, że ta sprawa odmieni moje życie, ale żebym Ciebie w to nie mieszał, bo będzie to duży szok, wiem, postąpiłem jak idiota, ale nie ma teraz rzeczy, której bym nie zrobił, żebyś tylko mi wybaczyła- Eddie przybliżył się do mnie, objął mnie w pasie jedną ręką, a drugą wyciągnął zza siebie ogromny bukiet róż. Biłam się z myślami, czy wybaczyć czy nie. Postanowiłam, że wybaczę mu, za bardzo go kochałam, żeby go ranić, pokazał mi, po raz kolejny, że bardzo mu zależy, ale musimy i tak porozmawiać poważnie.
- Cieszę się, że już wróciłeś, ale rozmowa Nas nie ominie- powiedziałam, po czym uśmiechnęłam się do niego. Zobaczyłam ten jego błysk w oczach. Pocałowałam go, ale nie długo było Nam się cieszyć tą chwilą, bo do domu ponownie wrócili Jul i Kevin, z bagażami. Eddie zabrał od nich kurtki, a ja poszłam zaprowadzić ich do pokoju, tam usiedli, a ja wróciłam do mojego Millera. Wzięłam go za rękę, i poszliśmy do kuchni.
- No to Miller, chyba należaloby mi się jakieś wyjaśnienie - powiedziałam do chłopaka, ale on nie reagował. Obrócony był do mnie plecami i patrzył na choinkę. Podeszłam do niego, oparłam głowę o jego kark i powiedziałam:
- Podoba Ci się, prawda?
- Jest piękna, jak ten dom, i Ty - odpowiedział - myślę, że mam Ci bardzo dużo do powiedzenia, ale zaczekaj chwilę, niech tylko zaprowadzę młodego z dziewczyną na górę, niech się rozpakują, wykąpią, podróż była męcząca.
- To ja zrobię kolacje, zawołam jak będzie gotowa, a teraz masz - dałam mu kubki, i sok- daj im, trochę witamin sie przyda.
Zrobiłam kanapki, jakieś tosty na szybko, ciepłą herbatę, młodzi jak zjedli od razu się zmyli, pewnie czuli, że musimy pogadać. A my usiedliśmy w salonie na kanapie, i Eddie zaczął mi wyjaśniać
- Moja matka poznała jakiegoś faceta, i ma zamiar wyjechać. A Kevin zaczął się buntować, uciekł z domu, i trafił do Izby dziecka. Mojej matki nie chcieli słuchać, i wypuścić go, ojciec jak zwykle sprawę olał, więc zadzwoniła do mnie, wstyd jej było cholernie, dlatego błagała żeby nie mówić nic Tobie, ja z początku nie chciałem się zgodzić, ale Kevin do mnie zadzwonił, i błagał, żebym go wyciągnął z tej dziury, więc wsiadłem w pierwszy lepszy pociąg, i pojechałem. Miałem wrócić zaraz, więc nie dzwoniłem ani nie pisałem, ale kiedy dotarłem na miejsce, zabrałem Kevina i pojechaliśmy do matki, on zaczął świrować, nie chciał z nią jechać. Nie chciał zostawiać Juliet samej, on ją kocha. A ona kiedy się dowiedziała, że on być może wyjedzie, nałykała się jakichś proszków, i trafiła do szpitala. Matka się zabrała i pojechała, a ja musiałem zostać. Wspólnie z Kevinem doszliśmy do wniosku, że on i Juliec przyjadą do Nas na święta, a co będzie z nimi później się zobaczy. Wiem, że zostałem opiekunem Kevina, i w pewnym sensie Juliet, bo jej rodzice zginęli bardzo dawno, a opiekowala się nią babcia, która niedawno trafiła do hospicjum.
Patrzyłam na niego, z współczuciem. Cała moja złość którą jeszcze rano żywiłam, odparowała. Nie zastanawiając się wiele, przytuliłam go. Czułam, że tego Nam było trzeba obojgu. Ale był jeszcze jeden mały problemik:
- Tylko kochanie, mamy mały problemik- powiedzialam
- Jaki? - wystraszył się Eddie- Chcesz mnie rzucić, poznałaś kogos, nie chcesz miec mojej rodziny na glowie?
- Jesteś idiotą- powiedziałam, i trzepnęłam chłopaka w głowę- nic z tych rzeczy, kocham Cię debilu, i nawet o takich rzeczach nie myśl
- Więc o co chodzi?- spytał zdziwiony
- Oni mają spać razem? - powiedziała
- Aaaaaa- uśmiechnął się Eddie
- Nie, nie, nie, nie o to mi chodzi, w pokojach na górze jest tylko jedna mała kanapa, nawet jeśli chcieliby spać razem, to będzie im totalnie niewygodnie. Nie będę bawiła się w ciotkę przyzwoitkę, mają już ponad 18 lat, więc niech robią co chcą, ale musimy pojechać jutro na zakupy, i kupić im łóżko. - powiedziałam
- A wiesz co, niech śpią dzisiaj u Nas w sypialni, a my spędzimy sobie miły wieczór tutaj, w salonie, mamy sofę rozkładaną, i z tego co pamiętam, to za mała ona nie jest. - uśmiechnął się zalotnie chłopak
- Kochanie, czy Ty coś proponujesz? - popatrzyłam na niego ze udawanym zdziwnieniem
- Musimy się nacieszyć sobą, długo się nie widzieliśmy- powiedział i mnie pocałował.
- Dobra, dobra, ale najpierw to muszę iśc im powiedzieć, żeby poszli do Naszej sypialni.- powiedziałam i wstałam. Jak już załatwiłam co miałam załatwić, to coś mnie tknęło, i poszła jeszcze do łazienki. Od tych moich problemów z żołądkiem, chodziła mi po głowie jedna myśl, mianowicie ciążą, Tak dla pewności, postanowiłam zrobić test, i wyszedł pozytywnie. Popłakałam się, ale ze szczęścia. Test schowałam, a sama udałam się do salonu, tam już czekał mój chłopak, sofa była już rozłożona, pościel przygotowana, a Eddie siedział, i otwierał wino. Postanowiłam nie zwlekać, i od razu mu powiedziałam, że nie chcę pić, miałam ochotę, ale nie mogłam. On popatrzył na mnie pytająco.
- Co Ty znowu wymyśliłaś?
- Ja ? Nic. Razem wymyśliliśmy. - powiedziałam uśmiechając się.
- Ja też? Niby co?- nie wiedział nadal co mu próbuję przekazać
- Coś, przez co dłuugo nie będę mogła się upić- powiedziałam, i uśmiechnęłam się do niego. Był w lekkim szoku, ale chyba docierało to do niego
- Tak?- zapytał
- Tak, tak, tak, tak, tak ! - prawie, że krzyknęłam
Podszedł do mnie, podniósł mnie do góry, i zaczął się kręcić. Tak bardzo się cieszyliśmy. Położyliśmy się na łóżko, cały czas przytuleni, zaczęliśmy się całować, ale Eddie w pewnym momencie przestał
- No to musimy teraz popracować, żebyśmy mieli pięknego dzidziusia- Powiedział, i w jednym momencie leżał na mnie. Ta noc zleciała Nam bardzo szybko, rano obudziliśmy się, ale wiedzieliśmy, że ta cudowna wiadomość nie była snem, a prawdą. Przed nami zapowiada się sielankowe życie, i jeszcze nie raz o tym usłyszycie...a raczej przeczytacie, bo chciałam tylko Wam powiedzieć, kochani czytelnicy, że mam zamiar wrócić, albo inaczej, chcę wznowić pisanie opowiadań. <3

P.s. poleccie w komentarzach jakies blogi o peddie ktore sa pisane aktualnie ;)

Jeszcze raz, wesołych świąt
~Amanda




wtorek, 9 września 2014

Przepraszam.

Przepraszam, to jedyne co mogę Wam powiedzieć. Zabrakło mi czasu, żeby napisać ten rozdział. Jedynym moim wytłumaczeniem jest, fakt, że jestem w nowej szkole, i całą swoją energię i zaangażowanie musiałam temu poświęcić. Sytuacje mam już ustabilizowaną, więc mogę się zabrać, za rozdział, ale pytanie, czy chcecie? <3
Decyzja należy do Was.
~Amanda <3

środa, 27 sierpnia 2014

DzieńDobry

Cześć. Moi drodzy czytelnicy, tak bardzo Was przepraszam, za to że tak długo nie było żadnej notki. Wypadł mi nieoczekiwany wyjazd na wakacje, dosłownie z dnia na dzień, i tak oto, dopiero wróciłam. Mam ochotę wprowadzić kolejne zmiany na bloga, głownie związane z tematyką. Ale spokojnie, będziecie mieć Peddie. Coraz częściej dopada mnie myśl założenia nowego bloga, którego poświęciłabym "pomaganiu". Nie wiem, czy ktokolwiek chciałby, żeby takie coś istniało, ale byłoby to dość inną alternatywą "telefonu zaufania". Nie jest to nic zobowiązującego, chodzi tu o to, że każdy mógłby napisać jakąś swoją historię, niekoniecznie, by się poradzić, ale żeby się podzielić swoimi przeżyciami, doznanymi emocjami. Wiem, że to może nie wypalić, to dość dziwny pomysł, ale taki już długo krąży po mojej głowie. Innym, również moim pomysłem, jest założenie bloga, na którym będę prezentować stylizacje, lecz nie będą one zawierały moich zdjęć, bo nie jest to moim marzeniem, nic z tych rzeczy... Krążąc po sklepach, zazwyczaj online, wpadła mi do głowy myśl, że ciekawym sposobem prowadzenia "modowego bloga" byłoby tworzenie stylizacji, ale bez modelki. Porostu, znajduję odpowiednie elementy garderoby, i łączę je, tak jak mam to wymyślone, i pokazuje na blogu. Może przypadnie Wam to do gustu. Postaram się połączyć tego bloga, z którymś z tych pomysłów, dlatego proszę Was, o szczerą opinię w komentarzach, przede wszystkim, o pomoc w podjęciu decyzji, w którym kierunku (tematu) zmierzyć...
p.s. Notka o Peddie, pojawi się niebawem ( na pewno przed 1 września)
~Amanda

wtorek, 5 sierpnia 2014

Peddie idzie na studia cz.2 (przedostatnia)

Eddie
Leżeliśmy tak wtuleni do siebie, gdy nagle usłyszeliśmy szum, pisk, i śmiech...i pukanie do naszego "apartamentu"... W jak najszybszym tempie ubraliśmy się, zerknęliśmy do lustra, żeby nie dać po sobie poznać, co miało miejsce, i wyszliśmy na korytarz. Ujrzeliśmy Joy i Jeroma, jednak oni zajęci byli sobą. Ona stała oparta o ścianę, a on całował ją w szyję. Objąłem Patricię ramieniem, i z lekkim śmiechem powiedziałem:
- Ej, zakochani, może przywitacie się z nami? 


Oni momentalnie się od siebie oderwali, i popatrzyli na nas z zaskoczeniem. No tak, nie wiedzieli, że mają się nas spodziewać. Mieliśmy przyjechać dzień przed rozpoczęciem roku, ale chcieliśmy spędzić jeszcze kilka dni sami. No może niekoniecznie sami, ale bez przewrażliwionych mam, które denerwowały się, że możemy zostać rodzicami, i od tatusiów, którzy także ciągle truli nam głowę, o zabezpieczeniach, o tym, że zbyt dużo czasu spędzamy ze sobą. Ludzie z Anubisa, byli naszą rodziną, kochaliśmy ich, tak jak prawdziwą rodzinę.
- Chodźcie, jest piękna pogoda, Amber z Alfiem mają dzisiaj przyjechać, trzeba iść na zakupy, i zrobimy jakiegoś grilla- zaproponowała Patricia.
- Świetny pomysł, ale Pat, my idziemy na zakupy, i zrobimy żarcie- powiedziała Joy
- To chyba logiczne, bo inaczej nic by nie było na wieczór, prawda Edisonku? - powiedziała Patricia, zwracając się do mnie
- Ej, przecież, ja tak dużo nie jem- skomentowałem, i stwierdziłem, że mam focha.
- Nie spinaj się tak, kochanie moje - powiedziała Trixie - bo będziesz spać w salonie.

- A czy ktoś tu się focha - powiedziałem, na co Jerome zaczął się śmiać.
- Ale Ty jesteś uległy - skomentował gość z odpicowaną fryzurą.
- Jak mam nie być uległy, dla mojej kochanej kobiety - powiedziałem, i pocałowałem Patricie.
- Jerome, co to miało znaczyć? Idź mi przynieś torebkę, bo wychodzimy.- powiedziała Joy
- I kto tu jest uległy....- stwierdziłem..- przecież - chciałem dodać, ale dostałem buziaka od Pat, po czym wyszła. I zostałem z Jeromem. Nie mam nic do niego, jest moim dobrym przyjacielem. Docinamy sobie, ale, i tak gdy coś się dzieje, zawsze się bronimy. Stwierdziliśmy, że trzeba będzie wykosić trawnik, i zmienić wodę w basenie. Nie wiemy, czy ktoś ją zmieniał, czy używał filtr, no i najważniejsze, czy zakrywał basen.
Ja zabrałem się za kosiarkę, a Jerome za basen. Dziewczyny wróciły, miały tak dużo reklamówek, torebek, i i koszyczków, że zapas jedzenia, które kupiły, wystarczyłby zapewne na miesiąc. Jakiś typek nosił im to wszystko. Popatrzyliśmy się znacząco z Jeromem na siebie, i postanowiliśmy nie reagować, gdyż wniósł zakupy, i opuścił nasz dom. Upał był bardzo duży, słońce dopiekało, dlatego, ja i Jerome również, zrzuciliśmy z siebie koszulki, i zostaliśmy z samych spodenkach. Czułem, że słońce mnie pali, ale przynajmniej nie będę białasem. Zrobiliśmy sb przerwę do pracy, Jerome skończył z basenem, i zabrał się tez za koszenie, ogród był mega duży. Dziewczyny przyniosły nam zimne napoje, wiedziały, że to będzie najlepsze w taką pogodę, po czym wróciły do kuchni, a my do trawy...
Później, na tarasie przygotowały stół, krzesła, i jakieś przekąski, i poszły się szykować, a my z Jeromem skończyliśmy pracę, i poszliśmy do pokoi. Zabrałem ręcznik, i poszedłem pod prysznic. Patricia robiła makijaż. Kiedy wróciłem, rzuciłem się na łóżko, i patrzyłem na nią. Wyglądała pięknie, siedziała w samej koszulce, która była na nią za duża, i wyglądała jak sukienka. Odwróciła się do mnie i popatrzyła się, mówiąc:

- Zmęczony ?
- Bardzo, bardzo, bardzooooo... - powiedziałem, i wtuliłem się w poduszkę. Patricia podeszła do mnie pytając:
- Zrobić Ci  masaż? -
- Poproszę - odparłem, i położyłem się na brzuchu, a Patricia usiadła na mnie okrakiem, i zaczęła masować mi plecy. Robiła to tak precyzyjnie, że każdy jej ruch, sprawiał mi ogromną ulgę. Potrafiła rozluźniać mięśnie, jak mało kto. Takie rozluźnienie było mi potrzebne. Obróciłem się, w wyniku czego, teraz Patricia siedziała na mnie, a ja leżałem na plecach. Pociągnąłem ją do siebie, i pocałowałem. Zaczęliśmy się całować namiętnie, obróciłem się, i teraz to ja leżałem na niej. Trwało to chwilę, bo oderwała się odemnie, i powiedziała:
- Muszę iść pomóc Joy, bo za godzinę Alfie i Amber będą, idź do Jerrego, i rozpalcie grill'a.
- Nie ma sprawy kochanie, ale wieczorem to dokończymy - powiedziałem śmiejąc się.
- Nie widzę innej opcji - powiedziała, po czym jej już nie było.
Wstałem, ubrałem się, i udałem się an taras, Jerry, już coś kombinował z grillem. Włączyliśmy muzykę, i usiedliśmy na leżakach, czekając aż  się rozpali. Trochę gadaliśmy, dziewczyny dołączyły do nas, i teraz tylko czekaliśmy na naszych współlokatorów. Podjechała taksówka, wysiadła Amber i podeszła. Taksówkarz wyjął walizki, chłopaki zabrali je. Nie było z nią Alfiego.
- Witajcie kochani - rzuciła blondynka, nie była radosna, tak jak zwykle, tylko przygnębiona, starała się to ukryć, ale my z Joy widziałyśmy to.
- Cześć Amber- przywitaliśmy się, po czym Jerry zapytał
- A gdzie Alfredo?
- Powinien za chwilę przyjechać - powiedziała blondynka
- Nie mieliście jechać razem?- zapytałem
- Eddie, pokłóciliśmy się, i Alfie zostawił mnie i poleciał inną linią- powiedziała, i spuściła głowę.
- Przepraszam, nie chciałem..- powiedziałem
- Spoko, nie wiedziałeś - powiedziała, i popatrzyła na nas - Macie jakieś drinki - zapytała - napiłabym się czegoś mocniejszego.
- Jasne, ktoś jeszcze coś chce? - zapytała Pat, po czym zwięła Amber, i poszły do kuchni, Joy poszła z nimi. A my z Jerrym zostaliśmy, nie wiedzieliśmy co teraz będzie. Nagle usłyszeliśmy..
- Witajcie kosmici - był to Alfie
- Cześć stary- powiedziałem, po czym przywitał się z nami.
- Amber już jest? - zapytał ciemnoskóry
- Jest, poszła z Pat i Joy po drinki, stary opowiedz nam co się stało między Wami?- powiedział Jerome
- Pokłóciliśmy się z Amber, o głupotę, i potem zostawiłem ją. Jestem idiotą.
- Tak, jesteś- powiedziała Patricia, która nie wiadomo skąd się pojawiła.
- Dzięki Trixie- powiedział Alfie.
- Musisz ją przeprosić, bo ona cierpi, i nie chcę żeby była sama w nocy, a jak się nie pogodzicie to tak będzie. Ja niestety mam już plany- tutaj popatrzyła na mnie. Uśmiechnąłem się, wiedziałem o co jej chodzi.
- Gdzie ona jest? - zapytał Alfie
- W kuchni, idź do niej- powiedziała i poszła się przebrać.


- Panowie, przepraszam na chwilę.- powiedział Alfie, i poszedł przepraszać Amber
Po jakimś czasie przyszła Gaduła i Joy, wyglądały ślicznie. Jak dla mnie oczywiście moja Yacker najśliczniej. Miała na sobie granatową sukienkę, i sandałki . Sukienka Patricii Joy miała różową sukienkę i baleriny Sukienka Joy
Usiedliśmy i rozmawialiśmy, piliśmy drinki, i czekaliśmy na nasze 'amfie'. Nagle weszli, trzymali się za ręce, więc pogodzili się. Nie pytaliśmy się szczegółów, tylko zaczęliśmy zabawe.. cdn

Dziękuję Wam kochani, za te komentarze, które dodajecie, jest to dla mnie ogromna motywacja. Przepraszam, że ten tekst, jest na takim kolorze, ale nie mam czasu się bawić żeby to znormalizować, jestem na wakacjach, pisałam to na word'zie i kopiowałam. następny będzie lepszy, obiecuję..<3
~Amanda

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Przepraszam

Muszę Was przeprosić, ale rozdział dodam dopiero jutro, albo dzisiaj późno w nocy. Mam małe problemy z laptopem, a jestem na wyjeździe -,-
~Amanda

sobota, 2 sierpnia 2014

witaaaaaam

Moi kochani, wspaniali, cudowni czytelnicy, trochę słodzę, ale nie za bardzo, bo wiadomo - nie zdrowo.
Chciałam poinformować, że już jutro nowiuteńki, świeżuteńki rozdzialik, co Wy na to ?
Ktoś czeka? Ktoś ciekawy?
~Amanda <3